Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistrz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistrz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

Calabarte - sztuka światła/ the art of light


"Every production of an artist should be the expression of an adventure of his soul."
W. Somerset Maugham

Dotychczas, lampy z tykwy kojarzyły się głównie z wystrojem wnętrz restauracji Sphinx. Przemek Krawczyński, utalentowany twórca z Łodzi, w ciągu pięciu lat rozwinął tę pracochłonną sztukę do poziomu absolutnego mistrzostwa na poziomie międzynarodowym. Podziwiane z zapartym tchem na całym świecie, ekskluzywne dzieła Calabarte nie tylko hipnotyzują geometrycznym pięknem i niesamowitym kunsztem wykonania. 
To dzieła sztuki o ponadczasowej wartości, zaprojektowane wielowymiarowo, by napełniać otoczenie światłem, harmonią i uniwersalną miłością. Nie mogą nie zachwycać, ponieważ tworzone są z pasją, duszą i niespotykaną wrażliwością. Przenika je kosmiczny porządek, a w każdej linii zakodowane jest dojrzałe piękno. Przez każdy otworek płynie naturalna równowaga. W sztuce użytkowej ta magia odbioru właśnie jest przejawem uniwersalnej wartości dzieła i oddziałuje na zmysły poprzez bardzo subtelne poziomy oddczuwania.

Rozmowa z mistrzem o doskonaleniu jakości, procesie twórczym, harmonii i równowadze, obrazowaniu oraz problematyce otoczenia wizualnego człowieka.


  • O POTRZEBIE ROZWOJU
K: Przemku, zakreśliłeś bardzo wysoki poziom doskonałości na wielu płaszczyznach rozwoju - jako inżynier, artysta i człowiek praktykujący rozwój osobisty. Jesteś wielką inspiracją dla innych twórców profesjonalnych na całym świecie. Co odpowiesz tym wszystkim, którzy borykają się z brakiem weny, cierpliwości i wiary we własne siły? Od czego według Ciebie powinni zacząć, żeby ukierunkować twórczy rozwój i nie zmarnować talentu.

P: Trudno jest mi tutaj udzielać jakichś uniwersalnych porad, po pierwsze dlatego, że każda dziedzina sztuki rządzi się w mniejszym lub większym stopniu swoimi prawami, po drugie – każdy artysta to indywidualność; coś co sprawdza się w jednym przypadku, niekoniecznie musi odpowiadać komuś innemu. Po trzecie – mam 30 lat i raptem 5 lat działalności twórczej za sobą. Zdaję sobie sprawę, że jestem dopiero na początku drogi, wiele nauki, wniosków i doświadczeń dopiero przede mną.
Póki co, staram się pielęgnować w sobie ufność wobec tego co się dzieje, wobec pomysłów, które do mnie przychodzą. Ważny jest brak pośpiechu przy podejmowaniu decyzji oraz wiara w to, że jestem na właściwej drodze. Dzięki temu mam również wiarę we własne siły i każdy dzień traktuję jako krok w dużo większym procesie. 
To ostatnie odczucie jest chyba dla mnie jednym z najważniejszych w twórczym rozwoju.
Co do weny twórczej, przytoczę może słowa Picassa: „Gdy przychodzi natchnienie, zastaje mnie przy pracy”. 
(lub cytat po angielsku: „Inspiration exists, but it has to find you working”).
W moim przypadku zanim powstanie ostateczny wzór nowej lampy, zmienia się on kilkanaście razy. Dopiero kiedy mam uczucie 100% pewności, że to co widzę to właśnie „to”, przechodzę do następnego etapu. 
To uczucie pochodzi z podświadomości i ufam mu całkowicie.



Skąd bierze się potrzeba rozwoju? Kiedy człowiek staje się gotowy, by świadomie rozpocząć doskonalenie? Jakich podstawowych zmian trzeba dokonać w życiu? Jak było w Twoim przypadku?

Potrzeba rozwoju chyba zawsze powinna pochodzić z naszego wnętrza. Można to po prostu poczuć bez żadnych szczególnych bodźców lub może się to wiązać z jakimś wydarzeniem (pozytywnym bądź negatywnym), spotkaniem, rozmową, podróżą, przeczytaną książką, obejrzanym filmem – czymś co w jakiś sposób spowoduje, że to uczucie i potrzeba zacznie w nas kiełkować.

W moim przypadku w okresie studiów pytania dotyczące tego co chcę robić w życiu powracały do mnie cyklicznie. Coraz bardziej byłem pewien, że to czego się uczę i co miałbym robić w przyszłości niezbyt mnie interesuje. Dwa razy poważnie zastanawiałem się nad rzuceniem studiów ale nie miałem wystarczająco dużo odwagi aby to zrobić. Nie miałem również wtedy pewności co do innej drogi, którą miałbym obrać. Jednocześnie pracowałem również w pracowni architektonicznej co sprawiało mi przyjemność ale również nie ułatwiało nauki.
Wierzę, że właśnie te wewnętrzne wątpliwości i chęć znalezienia dla siebie czegoś innego w czym mógłbym się rozwijać sprawiły, że przypadkiem trafiłem (właściwie trafiła moja mama) na tykwę. Oczywiście nie od razu wiedziałem, że temu poświęcę się najbardziej ale od pierwszej lampy czułem potrzebę rozwijania tego, szukania nowych rozwiązań i pomysłów jednocześnie czerpiąc z tej pracy ogromną przyjemność. Przez kolejny rok nadal studiując i pracując robiłem więc kolejne lampy. W tym czasie niewiele brakowało a wyjechałbym na rok do Kanady. Tak się jednak nie stało ale pojawiła się możliwość wyjazdu na miesiąc do Senegalu na warsztaty bębniarskie. Poczułem, że to jest moment zwrotny. Byłem pewien, że moją energię chcę poświęcać tworzeniu lamp. Nie informując o tym rodziny, na tydzień przed wyjazdem złożyłem podanie o skreślenie z listy studentów i podjąłem decyzję, że po powrocie nie wrócę również do pracy. 



Niesamowite, że Senegal dał mi również możliwość przywiezienia afrykańskich tykw, których nie zdobyłbym w Europie, i z których od tamtego czasu tworzę moje lampy. Po powrocie byłem wolny i mogłem w pełni zająć się tym co pokochałem najbardziej. Oczywiście finansowo na początku nie było łatwo (mieszkałem już sam) ale nie było momentu, w którym żałowałbym mojej decyzji i czułem absolutną pewność, że obrałem dobry kierunek. 

Myślę, że trzeba być otwartym na takie z pozoru niewiele znaczące wydarzenia w życiu. Każde jedno może być początkiem czegoś nowego, dać nam nowe możliwości. Trzeba umieć je wykorzystywać i iść za naszym wewnętrznym głosem.




Jak rozumiesz systemowe podejście do otoczenia wizualnego?

Rozumiem to jako podejście do otoczenia wizualnego jako całości, dążące do poprawy jakości naszego życia uwzględniające harmonijne koegzystowanie człowieka ze środowiskiem naturalnym oraz otoczeniem, ciągłe doskonalenie jakości wyrobów i usług oraz rozwój człowieka jako świadomej i kreatywnej jednostki będącej częścią harmonijnie działającej całości.


  • O PROCESIE 
Istotą postępu w technice jest doskonalenie procesu. Czy podejście systemowe i procesowe można zastosować w rozwoju osobistym?

Myślę, że zdecydowanie tak. Nasze codzienne życie składa się z elementów, z mniejszych procesów wchodzących w skład jednego większego, i wpływających na siebie nawzajem. To jak się odżywiamy, jaką pracę wykonujemy, co robimy w wolnym czasie, nasze relacje z innymi ludźmi, rodziną, związki, aktywność fizyczna, co czytamy, jakie filmy oglądamy,  jakiej muzyki słuchamy, itd. Będąc świadomym znaczenia każdego z tych elementów i dbając o ich jakość wpływamy na nasz całościowy rozwój osobisty.

Jak przekładasz wiedzę techniczną na rozwiązywanie codziennych problemów?
Stosujesz techniki doskonalenia? Jakie to zasady pomagają osiągać tak spektakularne efekty?

Jako umysł ścisły, zawsze miałem bardziej analityczne podejście w rozwiązywaniu codziennych problemów. 
Lubię mieć kontrolę nad tym, co się dzieje w moim życiu. Oczywiście w granicach rozsądku ;-)
Od 2,5 roku jestem wegetarianinem. Dwa razy w tygodniu intensywnie pływam. Wstaję między 6 a 7 rano a następnie biegam lub ćwiczę (w szczególności dłonie i ręce, bo to przekłada się na moją pracę). Aktywność fizyczna bardzo dobrze wpływa na moje samopoczucie i umysł a jednocześnie pomaga utrzymać samodyscyplinę. Dwa razy w tygodniu chodzę na warsztaty gry na bębnach djembe i dun-dun. Kilka miesięcy temu zainteresowałem się snem polifazowym i eksperymentowałem z tym tematem przez około miesiąc. Obecnie śpię sześć godzin w nocy plus ewentualne drzemki w ciągu dnia. Staram się regularnie medytować. Pracuję z podświadomością, na której szczególnie polegam w kwestii kreatywności i nowych pomysłów. Stosuję afirmacje. Czytam i oglądam materiały dotyczące rozwoju duchowego i świadomości.



Doskonalenie procesów jest zadaniem wymagającym dyscypliny, obserwacji ciągłej w czasie, dokładności i precyzji. Czego jeszcze wymaga Twój proces twórczy?

Każdą kolejną lampę traktuję jako ogniwo w doskonaleniu tego, co robię. Do każdej podchodzę indywidualnie, nigdy nie powtarzam wcześniej wykonanych wzorów, ponieważ byłoby to jedynie szlifowanie rzemiosła a nie twórczy, rozwijający proces. W każdej z do tej pory wykonanych lamp mógłbym dokładnie wskazać to, czego się przy jej tworzeniu nauczyłem i co udoskonaliłem. Tak jest do tej pory. Zawsze analizuję, co mogłoby być zrobione lepiej, zarówno jeśli chodzi o samą technikę i precyzję wykonania, sam wzór i design, użyte materiały oraz narzędzia.
Przez moment przymierzałem się do projektowania wzorów w programie graficznym typu Adobe Illustrator, jednak szybko porzuciłem ten pomysł uznając, że jednak bezpośredni kontakt z tykwą w dłoniach, szkicowanie projektu od razu na owocu i rozwijanie twórczej intuicji daje najlepsze efekty i przyjemność z tworzenia. 
W niektórych elementach wzoru lampy posiłkuję się AutoCadem, ale wzór jako całość zawsze powstaje najpierw na tykwie.


Stworzenie własnej jakości wizualnej jest owocem wielu lat systematycznej, zaplanowanej i ciężkiej pracy. Wie o tym każdy twórca, który wyznaczył nowy poziom jakości w swojej dziedzinie i stał się niedoścignionym wzorcem naśladowania.
W swoich wypowiedziach podkreślasz, że potencjał, talent i pasja są ważne, ale to ciężka i wydajna praca umożliwia postęp.  Które procesy sprawiają Ci najwięcej trudności?

Chyba etap wymyślania i projektowania wzoru jest nadal tym najbardziej nieprzewidywalnym procesem, który staram się udoskonalać. Do tej pory prawie zawsze pracowałem tylko nad jedną lampą i dopiero gdy ją skończyłem zaczynałem myśleć nad kolejną. Obecnie staram się usprawniać ten proces, czasem odstawiając jedną tykwę na kilka dni, zająć się inną aby później ze świeżym spojrzeniem wrócić do pracy. W momencie, gdy cały wzór mam już zaprojektowany i pozostaje już „tylko” fizyczna praca, zaczynam myśleć nad kolejną lampą. W ten sposób proces jest bardziej ciągły.

Tykwy, z których wykonuję lampy są już wysuszone więc wcześniejszy etap pominę.
Wybór tykwy zależy przede wszystkim od tego jakiego typu lampę będę wykonywał. Tykwy lamp podłogowych były największe. Pierwszą czynnością jest dokładne usunięcie skóry z tykwy. Często przed rozpoczęciem szkiców mam już w głowie jakiś ogólny zarys i pomysł. Wtedy rysuję dokładną siatkę pomocniczą i zaczynam szkice. Rysuję, ścieram, poprawiam czasem kilkadziesiąt razy zanim będę pewien tego co zrobiłem. Bywa, że mam już narysowany cały wzór ale dochodzę do wniosku, że to nie to, ścieram wszystko i zaczynam od początku.
Przy projektowaniu wzoru muszę brać pod uwagę zarówno wygląd lampy za dnia jak i w nocy, efekty świetlne, które chciałbym uzyskać, balans pomiędzy elementami rzeźbionymi, perforowanymi oraz powierzchniami, które będą malowane. Dodatkowo wzór, który będzie perforowany również musi być odpowiednio zaprojektowany pod kątem późniejszego nawiercania i tego jak będzie się prezentował po włączeniu lampy. Stosuję ok 10 średnic wierteł i to też determinuje kształt i wielkość perforowanej części wzoru.  To wszystko jest dla mnie najtrudniejszym etapem. Po dokładnym zaprojektowaniu i narysowaniu wzoru, wszystkie linie i kontury graweruję. Oczywiście we wzorze musi być również uwzględniony otwór ale na tym etapie tykwa jest jeszcze zamknięta.
Kolejnym etapem jest malowanie tykwy, wykonanie otworu i dokładne oczyszczenie tykwy wewnątrz, następnie wykonywanie rzeźbień i na końcu nawiercanie otworów.  Na końcu wykonuję podstawę, montuję do niej tykwę i wykańczam ostatecznie lampę.
Ponieważ rzeźbione miejsca przez, które później przenika światło są bardzo cienkie (1-2mm) muszę wykonywać je bardzo ostrożnie, powoli i dokładnie.

Powyżej przedstawiłem z grubsza cały proces, ciężko mi jest się dokładnie zagłębiać w każdy etap. Po pierwsze, za dużo by tego było,  po drugie, są pewne elementy, których wolę nie opisywać i nie zdradzać.

Druga sprawa to pokazanie jak cierpliwość, systematyczność i precyzja wzmacniają charakter  i osobowość człowieka :)

Czasami nad jedną małą rzeźbioną częścią lampy spędzić mogę kilkanaście godzin, a efekty przy tej pracy widoczne są bardzo powoli. Zawsze skupiam się wtedy nad tym jednym elementem. Wiem, że efekt końcowy zależy od tych najmniejszych części składowych wzoru i precyzji ich wykonania. Poza tym, chyba po prostu jestem osobą bardzo cierpliwą, tym bardziej przy robieniu czegoś, co sprawia mi przyjemność.
Kiedy po kilku miesiącach pracy włączam skończoną lampę, wiem, że wysiłek włożony w każdy centymetr kwadratowy był tego warty. To też pomaga mi cierpliwie i powoli pracować nad kolejną lampą.




  • O HARMONII I RÓWNOWADZE W NATURZE
Twoje dzieła są jak potężne generatory pozytywnych wibracji. Skąd czerpiesz inspirację i siłę, by konsekwentnie się rozwijać? Jaka jest twoja osobista filozofia życia?

Fascynują mnie złożone, geometryczne, fraktalne wzory, harmonia i porządek. Natura jest tak różnorodna i złożona, ale nawet w pozornym chaosie, na głębszym poziomie wszystko jest doskonale zaplanowane. Staram się mieć podobne podejście do tego, co tworzę.
Każdy z nas otrzymał jakiś potencjał i wierzę w to, że naszym głównym celem jest odkrycie go i rozwijanie. Zdaję sobie sprawę, że miałem szczęście znaleźć to w czym mogę się spełniać i doskonalić jako artysta i co może być jednocześnie moją drogą do bycia lepszym człowiekiem. Jestem za to wdzięczny i tą wdzięczność również w sobie pielęgnuję. Siłę daje mi również satysfakcja z tego co robię, wolność oraz to, że moja twórczość spotyka się z tak pozytywnym odbiorem i może inspirować innych.
Staram się żyć w zgodzie z samym sobą, ciągle się rozwijać, szukać i nie stać w miejscu. 
Nie zamykać się na nic, mieć otwarty i świadomy umysł. Nie krzywdzić innych i żyć w zgodzie z prawem naturalnym.






Wielu ludzi traci wewnętrzne dziecko, niewinność, czystość i chęć do zabawy. Wciąż są profesjonalistami, ale po kilku latach już nie potrafią włożyć serca w to, co tworzą i stają się zwyczajnymi rzemieślnikami, którzy zatrzymali się na  przyzwoitym poziomie. Może stać ich na więcej, gdyby potrafili uruchomić w sobie nowe pokłady energii. Jak można uniknąć wypalenia się?

Jako ktoś, kto robi to, co robi dopiero od pięciu lat, nie czuję się wystarczająco kompetentny do udzielania porad jak uniknąć wypalenia się. O tym będę mógł mówić za 20 lat ;-)

Twoja pasja jest dowodem na to, że nawet najcięższa praca fizyczna i umysłowa może być przyjemna, wykonalna. W efekcie przynosi wiele radości, korzyści i satysfakcji Tobie oraz odbiorcom Calabarte, jak glob długi i szeroki.  W czym jeszcze kryje się złoty środek?
Czy miewasz momenty, że masz dość wyrzeczeń, poświęceń i braku czasu?
Każdy, kto się doskonali wie, że wymaga to samotności, oddalenia się od rzeczywistości i ludzi, czasem na długie tygodnie.

Chyba właśnie przyjemność i pasja w tym, co robimy są najważniejsze. Jak mówi przysłowie: „Rób to co lubisz, a nie będziesz musiał pracować”.  Nie czuję, aby moja praca była ciężka. Nawet po całym dniu rzeźbienia, gdy bolą mnie dłonie i kark, kładę się spać przyjemnie zmęczony i najczęściej nie mogę się doczekać gdy następnego dnia znów siądę do pracy. Nie czuję również, abym miał się czegoś wyrzekać lub coś poświęcać. Moja praca wypełnia mi większość czasu, ale staram się znajdować go również na inne aktywności i zainteresowania.
Tak jak wspomniałem w jednej z wcześniejszych odpowiedzi, pozostałe elementy są równie ważne i wpływają na moją pracę. Dążę do tego, aby znaleźć balans we wszystkim co robię i najodpowiedniejszą dla siebie drogę.
Nie czuję również samotności, nawet gdy bardzo intensywnie pracuję. Mieszkam z czwórką znajomych, mam kontakt z ludźmi gdy gram na bębnach, widuję się z rodziną. Gdybym na siłę musiał się izolować aby pracować, miałoby to pewnie negatywny wpływ na to, co robię. Owszem, bywają okresy gdy np. wolę zostać w domu i pracować, niż się bawić, ale jest to świadomy wybór a nie przymus.



Jak pomóc ludziom, którzy kojarzą samotność z pustką?

Niech sięgną po mądre książki napisane przez mądrych ludzi J


  • O PRAWIDŁOWYM OBRAZOWANIU
W tradycji prasłowiańskiej istnieje koncepcja prawidłowego obrazowania, zgodnie z którą obecny sposób obrazowania świata nie dostarcza już człowiekowi wiedzy na temat istoty egzystencji, jaką jest dążenie do harmonii z naturą, polegająca na szacunku do współzależności energetycznej kierującej światem fizycznym. Starowiercy twierdzą, że współczesne obrazowanie wypaczone jest innymi znaczeniami, które zatraciły pierwotny sens, więc i słowa opierają się na uszkodzonym kodzie. To błąd w systemie edukacji wizualnej, przez który ludzkość zatraca nie tylko umiejętności "paranormalne", ale i te podstawowe mentalne jak logiczne myślenie, potrzeba samodoskonalenia, harmonizacji z naturą i bezinteresownej miłości.
Co o tym myślisz? Czy myślenia trzeba uczyć? Czy  przywrócenie języka obrazowego do systemu edukacji poprawiłby popyt na prawdziwe twórcze samodoskonalenie? 

Z jednej strony żyjemy w czasach umożliwiających nam szybki dostęp do ogromnych ilości informacji i wiedzy, które kiedyś dostępne były dla nielicznych. Z drugiej zaś, obecny system edukacji i funkcjonowanie społeczeństwa w krajach rozwiniętych wyjałowione jest z wiedzy i wartości, o których wspomniałaś. Myślenia zdecydowanie trzeba uczyć, ale obecnie zauważyć można proces wręcz odwrotny. Przywrócenie języka obrazowego do systemu edukacji (jeśli to możliwe) byłoby na pewno jednym z kroków w dobrą stronę.





  • O KONCEPCJI JAKOŚCI WIZUALNEJ
Otoczenie wizualne człowieka tworzy spójną strukturę, w której żadne składniki nie funkcjonują odrębnie. Zgodzisz się z twierdzeniem, że sfera wizualna stanowi meta system, wtórne środowisko człowieka, w którym egzystuje?

No pewnie, że się zgodzę! J Wszystko co nas otacza, z czym mamy kontakt, zarówno natura jak i otoczenie, które sami kreujemy wokół nas (czyli np. w miastach właściwie obecne tylko to drugie) wpływa na nas, oddziałuje i stanowi o jakości naszego życia.

Czy widzisz możliwość zastosowania inżynierii jakości do poprawy jakości obrazowania?
Chodzi o stworzenie prostych narzędzi (aplikacji), które obsłuży dziecko i dorosły.
Jak zachęcić społeczeństwo do zrobienia pierwszego kroku w kierunku samodoskonalenia, harmonizacji oraz idei jakości wizualnej?

Z tym pytaniem mam problem. Bo jeśli „widzę możliwość” to powinienem napisać jaką. Nie wiem też, czy dobrze rozumiem to pytanie. Generalnie oczywiście widzę taką możliwość - „proste narzędzia, które obsłuży dziecko i dorosły” – brzmi bardzo dobrze ;-)

Czy podzielasz opinię, że warto zadbać o jakość w otoczeniu wizualnym?

Podzielam w stu procentach.

Jaki związek istnieje według Ciebie pomiędzy rozwojem człowieka a tym, czym na co dzień „odżywia” duszę i umysł?

Związek istnieje nierozerwalny. Uważam, że nasze życie oraz my sami jesteśmy pochodną tego, czym „odżywiamy” naszą duszę, umysł i ciało, środowiska (otoczenia) w jakich żyjemy i ludzi, z którymi mamy kontakt.

Serdecznie dziękuję Ci za poświęcony czas !

Z Przemkiem rozmawiała Keit


www.calabarte.com/






poniedziałek, 25 lipca 2011

KAREZOIDA





KAREZOIDA
z wizytą na planecie Kareza, czyli Michał Karcz w ogniu pytań



Człowiek jak szalona pięciolinia, plejada emocjonalnych gam pędzących po strunach duszy, naszpikowana wszystkimi odczuwalnymi barwami fantazji.                                                                       
Zaklinacz jakości, 
Książe ciemności, 
Władca snów nie z tej ziemi.

Jeden z najlepszych polskich freelancerów i pionierów fotomanipulacji, mistrz Photoshopa i honorowy członek SJSW Michał Karcz „Karez” opowiada o twórczości artystycznej, inspiracjach i jakości wizualnej.    





Motto?
Rzeczywistość jest nudna




MONUMENTS OF DECEIT, fot. Michał Karcz




Fot. Michał Karcz
  

   Od lat tworzysz unikatowy wszechświat i dzielisz się nim, hipnotyzując odbiorców jak Ziemia długa i szeroka. Najbardziej satysfakcjonujące osiągnięcie?

Dziękuję. To potrzeba wychodząca z głębi. Czasami nawet nieokreślony przymus. Trudno wskazać jedno najważniejsze osiągnięcie. Co najmniej dwa są równoważne.

Myślę, że spełnienie marzeń o pracy z ulubionym muzykiem, kreatorem dźwiękowych przestrzeni – Steve Roachem, który jest dla mnie inspiracją od lat.

Drugim, bardzo ważnym i uskrzydlającym była praca nad plakatem do filmu „The Road” z Viggo Mortensenem i Charlize Theron, na podstawie nagrodzonej pulitzerem powieści Cormaca McCarthy’ego.



Fot. Michał Karcz






















LANDMASS, fot. Michał Karcz



Freelance - anielskie plusy i diabelne minusy?

Oczywistym plusem jest niezależność. Kontrola nad przebiegiem własnej kariery, czasem i doborem klientów. Praca w ulubionym fotelu, na własnym biurku,  własnym sprzęcie w otoczeniu ulubionych dźwięków. 
Minusem – to jak każdy podobnie pracujący się zgodzi, jest nieregularność wpływów :), czas przestojów i u mnie dodatkowo brak systematyczności ram godzinowych pracy co wpływa na rozstrój rytmu dobowego.



THREE THOUGHTS, fot. Michał Karcz


Przez pryzmat Twojego zamiłowania do chłodnego perfekcjonizmu spodziewałam się introwertyka               o stalowym spojrzeniu, tymczasem jesteś bardzo komunikatywnym i ciepłym człowiekiem :) 
To pancerz, sposób na harmonię i ostudzenie emocji, namiętności?

    Ohh dziękuję ;) Myślę, ze masz rację. To zachowanie chyba  wypracowałem na portalach poświęconych fotografii. Przebywanie w takim miejscu wiąże się z dużym stresem ze względu na dosyć specyficzną mentalność userów ha ha. Co ciekawe, spotykam ja tylko na Polskich portalach. Odbiór to też kwestia tego, że najczęściej pierwszym kontaktem jest ten w świecie wirtualnym, a jak wiemy jest on sam w sobie dosyć chłodny, niemiarodajny i sztuczny.



       POD, fot. Michał Karcz


 Rozmawialiśmy o tym, że duszy ciasno w człowieczeństwie. Znasz skuteczne antidotum?

Myślę, że nigdy do końca nie uda się z tym pogodzić. Ograniczeniem jest nasza ludzka cielesność i skazanie na egzystencję na Błękitnej Planecie. To trochę tak, jakbyśmy mogli wyjść zaledwie przed dom, na podwórko. Antidotum na tą ciasnotę nazwałbym raczej chwilowym środkiem uśmierzającym. Jest nim ucieczka do świata wyobraźni.
Takie balansowanie miedzy rzeczywistością, a fantazją. Czasami niezwykle ekscytujące i przyjemne. 
Kreując moje obrazy, podczas pracy nad nimi – jestem tam. 
Stoję na jakimś nieznanym klifie, czuję wiatr na twarzy, słońce. To jest to i jest mi niezwykle miło, kiedy dostaję maile od ludzi, gdzie piszą o podobnych odczuciach podczas oglądania moich prac.
To mnie uskrzydla, bo pokazuję, że wszystko działa jak należy.


DEEPER WITHIN A CORE, fot. Michał Karcz



Spełniłeś kilka swoich marzeń - współpracowałeś z artystami, których cenisz; masz na koncie imponujący dorobek twórczy i komercyjny, wielu fanów na całym świecie.           
Czy artyści są uczciwymi kontrahentami? Co obecnie stanowi dla Ciebie osobiste i/lub zawodowe wyzwanie?


Fot. Michał Karcz
Jest różnica miedzy współpracą z artystami z Polski i z zagranicy. Ci drudzy mają inne podejście do mojej pracy. 
Polega ono na partnerstwie. 
Wspólnie z muzykiem pracujemy na sukces wydawnictwa i łącząc nasze siły docieramy do odbiorcy, wykorzystując nasze możliwości wpływania na zmysły. 
W takiej konfiguracji jestem współtwórcą konkretnego dzieła – nie wyrobnikiem, któremu jak w przypadku krajowych realiów – „niestety” trzeba jeszcze zapłacić. Większość zleceń, które realizuję pochodzą z zagranicy. Klienci są poważniejsi, mają elastyczne podejście do tematu.

Kolejna sprawa, która nie jest bez znaczenia to kwestia wynagrodzenia. Są znacznie uczciwsi i terminowi w materii płatności za pracę. W Polsce nie docenia się udziału grafika w ewentualnym sukcesie wydawnictwa. Mało kogo obchodzi, że jego rola jest duża, kiedy klient pierwszy raz styka się z produktem. 


Fot. Michał Karcz
Często dzięki jego dobrze wykonanej pracy pierwsze zetkniecie z płytą lub ksiązką jest kluczowe i decyduje o tym, że nabywca podejdzie właśnie do niej. 

Patrząc na poziom jaki prezentują okładki płyt lub widoczne na ulicach plakaty do polskich filmów widać, że podejście producentów do wizualnej strony jest co najmniej....luźne.

W obecnej chwili w dalszym ciągu mam dosyć dużo miejsca w kalendarzu i kreatywności, aby podejmować się nowych wyzwań, które z resztą są dla mnie jak świeże powietrze.







Każda nowa przygoda podczas projektowania, tworzenia decyduje o kompletności tej części mojej egzystencji. Sprawdzając codziennie maila, może tam na mnie czekać zapytanie o współpracę od kogoś, z kim zawsze marzyłem pracować. Nowa płyta, plakat. 

To oczekiwanie jest nawet ekscytujące. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny dzień. 

Wiem, że mogę więcej i cały czas lepiej. Postawiłem sobie poprzeczkę wysoko i mam zamiar się tego trzymać, choć czasem trzeba się mocno wysilić, aby utrzymywać dobry poziom zadowolenia z własnej pracy. 
Jestem dosyć krytyczny dla siebie i tego co robię, ale zawsze zyskuje na tym klient i finalne dzieło, z którego jestem zadowolony tylko wtedy, kiedy trzymam w ręku gotowy produkt i jest dokładnie taki jak wtedy, kiedy jego obraz miałem w głowie po raz pierwszy.


ABOVE ALL vol.2, fot. Michał Karcz

ASK THE MOUNTAINS, fot. Michał Karcz


Bardzo chciałbym poznać nowe techniki, bo jednak ta, którą się posługuję ma swoje ograniczenia jako środek wyrazu. Chciałbym móc przenosić do świata realnego kadry z moich snów, ale niestety, w co najmniej połowie przypadków, nie jestem w stanie tego zrealizować właśnie z powodu ograniczeń technicznych.

Poznanie nowoczesnych programów do kreowania rzeczywistości 3D, rysunku za pomocą tabletu i innych obecnych na rynku narzędzi, otworzyłoby mi furtkę do nieograniczonych możliwości. Niestety, potrzeba na to wszystko czasu. Doba jest zbyt krótka, organizm potrzebuje odpoczynku. Kreatywność napędza mnie do tego stopnia, ze ciężko byłoby mi znaleźć okienko na dodatkową naukę i ubolewam z tego powodu. Zobaczymy, co czas pokaże.

Dochodzi do wszystkiego jeszcze kwestia mojej samorealizacji na innych płaszczyznach, takich jak ruchomy obraz – film i muzyka, a codziennie jest na to tylko 24 godziny.
Mam nadzieje, że zdrowie i dobre geny pozwolą mi jednak na realizację tego wszystkiego podczas mojego cyklu życiowego :)



DALUMINATION, fot. Michał Karcz











Często podkreślasz nierozłączną rolę muzyki w swojej twórczości i konieczność rozwijania swoich osobistych poszukiwań. Wspominałeś o wydaniu własnego albumu muzycznego. Jaka będzie Karezowa muzyka?

Muzyka jest nierozłącznym towarzyszem w mojej codzienności. Ilustracją dla toczącego się życia, chwil, radości i smutków. Często podczas fotografowania w plenerze pozwala mi zintensyfikować odczuwanie i postrzeganie krajobrazu, konkretnego ujęcia, bycia tu i teraz, chwili. Od dłuższego czasu chciałem stworzyć własną muzykę. Coś, co będzie zupełnie indywidualnym spojrzeniem na takie właśnie momenty. Moją od początku do końca ilustracją do konkretnej scenerii, podróżą dźwiękową.

W obecnej chwili moje przygotowania dobiegły końca. Zebrałem odpowiednie materiały, dźwięki, udało mi się namówić do współpracy muzyków, więc potrzebuję tylko czasu i iskry, zapłonu, żeby wszystko wystartowało. Projekt ma być dźwiękową pocztówką, zapisem podróży po świecie, który się skończył. Po jałowych krainach, pozostałością po współczesnej cywilizacji. Temat, który od dawna mnie fascynuje i nawiedza w snach.



STOP THIS NONSENSE, fot. Michał Karcz

" The world is watching, nobody cares.....terrorists? or desperate people which have nothing except their land.....rocks against modern war machines and army.......chosen ones, or occupant....innocent victims........politics....business......deceived history.....where is the truth?......who's right?......are the children, women terrorists or just victims of hate?...what would you do when somebody comes to you and claim your land as one's own? read people, read history books but not false and inconvenient. Ask yourself when terrorism starts and why? 
I'm no one to judge, just try to be honest."



Twoje niezwykłe fotomanipulacje wymagają odbiorcy świadomego, wrażliwego, dają pole wyobraźni             i interpretacji,  a jednak  trafiają równie mocno do wszystkich serc, mniej lub bardziej wrażliwych.  
Jesteś uniwersalny?

Miło wiedzieć, że tak właśnie jest. Z jednej strony, robię te prace aby uwalniać kreatywność, która mnie rozpiera, robię to niejako dla siebie. Z drugiej strony, miło jest mi się dzielić moim sposobem spojrzenia na świat z innymi. 
To takie dwa najważniejsze powody tego, co robię. Tak było od dawna. Malując, kilkanaście lat temu miałem podobne potrzeby, jednak robiłem to w bardziej zamkniętym środowisku i nie spotykało się to ze zrozumieniem.

Czy jestem uniwersalny? Na tyle, na ile właśnie moja praca może się podobać, zostanie zrozumiana                        i zaakceptowana. Nie kieruję jej do specyficznego grona. Udostępniam ją wszystkim.


ULTIMA THULE, fot. Michał Karcz


Działasz solo, czy jesteś otwarty na współpracę? Marzysz o nawiązaniu współpracy z  jakimś konkretnym twórcą?

Działam sam. Lubię mieć pełną kontrolę nad moim tworem od początku do końca, jeśli jednak ktoś zaproponowałby mi wspólne przedsięwzięcie mające na celu połączenie technik, na przykład fotomontażu z grafiką 3D, to chętnie bym spróbował, bo sam nie mam czasu na nauczenie się obsługi software’u tego rodzaju, a w części pomysłów sam fotomontaż i fotografia nie wystarczy, dlatego tez część pomysłów pozostaje nie zrealizowana. 
Raczej czekam na jakąś propozycję, niż szukam okazji do takiej współpracy.


TALES FROM THE WASTELAND, fot. Michał Karcz


Doczekałeś się kopistów, kradzieży wielu prac, pomysłów. Wśród użytkowników pl foto funkcjonuje nawet określenie „karezowe”, jesteś w Wikipedii  ;)  Długo można przytaczać ciekawe przykłady Twojej obecności w Internecie.  Masz przesłanie dla fanatyków?

Temat rzeka :) Specyfika prezentacji prac w Internecie przewiduje niestety tego typu zdarzenia. Na szczęście stali bywalcy moich galerii są dosyć czujni i dostaję od nich sygnały o przywłaszczeniu sobie moich prac przez innych.
Zdarzało się, ze zostawały wykorzystywane  w celach komercyjnych. W jednym z przypadków, sprawa otarła się nawet o działania prawnika. Z problemem kopiowania prac i pomysłów stykam się często i  w jakiś sposób staram się interweniować. Jest to trochę nieprzyjemne, bo niestety nie spotyka się ze zrozumieniem większości, a raczej agresją i przypinaniem mi przeróżnych, niezbyt przyjemnych statusów.

Ludzie, którzy krytykują moje zachowanie, kiedy widzę kalkę swoich prac, nie są w stanie postawić się w mojej sytuacji. Sami uprawiają fotografię przyrodniczą lub portret, gdzie kategorie naśladownictwa i podobieństw się rozmywają. Trudno posądzić kogoś o kopiowanie kiedy fotografuje popularne i atrakcyjne krajobrazowo miejsce.

Tak, jak robią to setki innych ludzi. Moja praca jest bardziej złożona. Od pomysłu, tematu, elementów kompozycji, kadrowania, rozwiązań technicznych i odpowiedniej kolorystyki.                                           
Efekt końcowy jest wynikiem kreacji, która rodzi się w głowie i nie występuje  w rzeczywistości, więc jeśli widzę identyczną pracę na portalu, gdzie wystawiam swoje, jest to co najmniej...ciekawy zbieg okoliczności :)

Wiele razy, widząc powtarzający się problem, zachęcałem naśladowców do poszukania własnego stylu, co na pewno pozwoliłoby im na szersze spektrum własnej interpretacji rzeczywistości i uniknięcia porównań przez świadomych obserwatorów.

Na  swoją obecną pozycję pracowałem 7 lat. Rzucając malarstwo, a łącząc ówczesną fascynację fotografią,           z wypracowanym postrzeganiem świata mogłem wykorzystać możliwości dawane przez nowoczesną technikę. 
Na początku wciąż była to częściowo fotografia analogowa konwertowana do postaci cyfrowej, bo posługiwałem się aparatem średnioformatowym.                                                                                                                             
Jednak tak samo jak malarstwo, było to zbyt czasochłonne i zdecydowanie ograniczało moje możliwości artystycznej wypowiedzi.

Z nastaniem ery cyfrowej sytuacja zmieniła się diametralnie. Szybkie nośniki, łatwa edycja ograniczona tylko wyobraźnią to było coś, czego od dawna mi brakowało. Pracę nad połączeniem obu technik, oswojeniem się z nowymi narzędziami rozpocząłem pod koniec 2003 roku.
 Od tamtego czasu przeszedłem długą drogę w materii udoskonalania warsztatu, choć pewne zasady pozostały niezmienne. Pamiętam, jak wprowadzając wczesne prace na popularne portale związane z fotografią, użytkownikom uprawiającym “czystą” fotografię ciężko było zaakceptować to, co im proponowałem. Z czasem, jednak ku mojej radości, zacząłem być rozumiany i konsekwentnie torowałem drogę dla nowych wizji, mając za pomoc przykłady ze świata fotografii, kojarzone z dużymi nazwiskami, a charakteryzujące się dalej posuniętym sposobem edycji cyfrowej od moich. Wciąż jednak pomimo, że moje prace powstają z fotografii, spotykam się z krzywdzącym określeniem ich jako grafik. Jasno określone ramy i definicje nie pomagają wszystkim w zrozumieniu tego typu twórczości.


CONTAGION, fot. Michał Karcz


Jesteś znany z krytycznego spojrzenia, jak wyobrażasz sobie wirtualną przestrzeń przyjazną profesjonalistom? Jak określiłbyś kondycję współczesnego rynku sztuk wizualnych?

Tak? Naprawdę jestem aż tak krytyczny? Uważam po prostu, ze jeśli ktoś wystawia swoją pracę na portalu tematycznym, powinien być świadomy i chyba nawet liczyć na krytykę, aby móc cały czas udoskonalać technikę, spojrzenie na swoją pracę.
Inaczej ma się mentalność społeczności do tego. Na takich portalach ludzie często wyładowują agresję i frustrację poprzez krytykanctwo i chamstwo, a to nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem i chęcią pomocy. Uważam, że krytyka jest potrzebna, a jej przyjmowanie świadczy o klasie twórcy. Jeśli widzę jakieś błędy, lub uważam, że cos można było zrobić lepiej – zawsze zwrócę uwagę i nigdy nie wiąże się to ze złośliwością, a jedynie chęcią pomocy. Niestety, przez wielu takie galerie są odbierane prawie jak portale społecznościowe. 
Zawiązują się kółka wzajemnej adoracji, a miejsce mające na celu szerzenie sztuki zamienia się w świątynie leczenia kompleksów i niewiedzy. Stąd agresja w kierunku krytyki.

Kondycja rynku sztuk wizualnych ma wiele poziomów odbiorcy jak i sposobów artystycznej wypowiedzi. Myślę, że tak jak było zapotrzebowanie na tego typu sztukę zawsze, nie ulegnie to zmianie. W końcu ma cieszyć oko widza, a to zawsze jest ciekawe i podatne na nowości. Zmieniają się standardy, technologie, nośniki, a mimo wszystko za równo twórcy jak i odbiorcy, klienci uzupełniają się wzajemnie.
Nie wydaje mi się, żeby mogło coś się radykalnie zmienić w tej dziedzinie, choć w epoce digitalizacji i spadku zapotrzebowania na jakość, pewne wykresy mogą dawać do myślenia. Spadek sprzedaży nośników muzyki – fizycznych automatycznie odbija się na zapotrzebowaniu na pełnowartościowe opakowania, a co za tym idzie dopracowaną i pełnowymiarową stronę graficzną. Czas pokaże w jakim kierunku się to rozwinie.


EXIT, fot. Michał Karcz


Jak opisałbyś wysoką jakość wizualną, od czego według Ciebie zależy?

Jest wiele czynników i kwestia jak zinterpretujemy pojęcie jakości wizualnej. Wydaje mi się, że takowa ma duży związek z gustem odbiorcy. Widz nie zachwycony tematem pracy, nie musi w niej dostrzec także jakości wizualnej. Wiem to z własnego doświadczenia.                                            
Ja odbierałbym ją dzięki widocznemu wysokiej klasy warsztatowi, dokładności, wyczuciu przestrzeni i kolorów. Spójności elementów kompozycji, no i jakiejś kropce nad „i”, która nie jest zauważalna dla wszystkich, lub w pierwszym zetknięciu z dziełem. Czegoś co potrafi emocjonalnie na nas wpłynąć, przyciągnąć do siebie, uwieść.

Wielu artystów ucieka z Internetu. Co można zrobić, aby wartościowe osobowości zechciały powrócić na łono wirtualnej rzeczywistości?

Szczerze powiem, że nie zaobserwowałem tego problemu. Każdy artysta, który liczy na współistnienie z odbiorcami może znajdować w Internecie doskonałe medium do kontaktu z widzem, klientem. 
Myślę, że w obecnych czasach istnienie w świecie realnym i wirtualnym ma równoważne znaczenie.
Jeśli jednak ktoś ucieka to znaczy, że może być zmęczony swoistym klimatem miejsc, w których się mówi lub prezentuje sztukę, może to być nie wystarczający lub ograniczony sposób na ich własne wyrażanie się, brak odporności na bezosobową i często złośliwą krytykę. 

Faktem jest, że ekran monitora ogranicza odbiór zarówno w sferze jakości, która zostaje przystosowana do warunków prezentacji wirtualnej, jak i osobistego kontaktu z dziełem.
Z doświadczenia wiem, jak inne potrafią być prace, które mogę zobaczyć w wielkim formacie zaraz po naświetlaniu na papier fotograficzny, a ich wirtualne miniatury. 
Ciężko powiedzieć, co mogłoby zachęcać artystów do pozostawania w Internecie. 
Póki co, balans miedzy nowymi, a odchodzącymi do reala twórcami jest wyrównana, więc odbiorcy chyba nie zauważają problemu. Jak wspomniałem, wszystko to kwestia zalet i wad bycia w sieci.


YEARS, Fot. Michał Karcz



Czy Polacy potrzebują społecznej kampanii odnowy świadomości artystycznej?                            
Czy Program Promocji Jakości w Sztukach Wizualnych ma szansę korzystnie wpłynąć na świadomość i jakość otoczenia?

Skomplikowane pytanie. Wszystko zależy od wielu czynników. Trudno mi szczerze powiedzieć ,jaka jest kondycja świadomości artystycznej w Polsce, na ile ludzie mają nawet czas i ochotę nad tym się zastanawiać. Moja wiedza na ten temat może się opierać jedynie na tym, co obserwuję na portalach poświęconych sztuce, a także przejawach zainteresowania nią lub ogólną obserwacją wizualnej strony życia.

Brak swobody, mentalność, zaaferowanie większymi problemami, wypiera raczej tego typu myślenie i postrzeganie sztuki. Jeśli program będzie miał odpowiednich przedstawicieli, orędowników tego ruchu z odpowiednim autorytetem, to można spodziewać się powodzenia. Bez narzucania własnego poglądu, a raczej z propozycją jakichś zmian, wręcz poradą, mogłoby to mieć wpływ na podniesienie jakości.

Organizacja warsztatów, sympozjów, prezentacji, spotkanie z artystami i ich sztuką, możliwość dowiedzenia się, jak dane dzieło powstaje, krok po kroku – to kilka przykładów, które mogłyby odpowiednio wpływać, ukierunkowywać, inspirować i wydobywać ukryty potencjał z młodych lub niezdecydowanych artystów.
Odpowiednia świadomość artystyczna, zaangażowanie i poparcie mogłoby wpłynąć na każdy element naszego otoczenia, pozytywnie go zmienić.

Pytaniem kluczowym jest to czy jest zapotrzebowanie na takie zmiany? 
Czy w świetle innych zapotrzebowań ludzie zrozumieją, po co się to robi. 
Jak wspomniałem, to kwestia mentalności i ogólnej kondycji społeczeństwa, jego świadomości. W Polsce na pewno jest to potrzebne, ale może być trudne w realizacji.


Dziękuję Ci serdecznie Michale za inspirującą rozmowę, oraz życzę wielu pięknych snów i nowych pomysłów.


Również dziękuję :)



SHOOT THE MOON, fot. Michał Karcz




Karezowe Linki

© Copyright Michał Karcz









KEIT, SJSW