Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade art. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade art. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

Calabarte - sztuka światła/ the art of light


"Every production of an artist should be the expression of an adventure of his soul."
W. Somerset Maugham

Dotychczas, lampy z tykwy kojarzyły się głównie z wystrojem wnętrz restauracji Sphinx. Przemek Krawczyński, utalentowany twórca z Łodzi, w ciągu pięciu lat rozwinął tę pracochłonną sztukę do poziomu absolutnego mistrzostwa na poziomie międzynarodowym. Podziwiane z zapartym tchem na całym świecie, ekskluzywne dzieła Calabarte nie tylko hipnotyzują geometrycznym pięknem i niesamowitym kunsztem wykonania. 
To dzieła sztuki o ponadczasowej wartości, zaprojektowane wielowymiarowo, by napełniać otoczenie światłem, harmonią i uniwersalną miłością. Nie mogą nie zachwycać, ponieważ tworzone są z pasją, duszą i niespotykaną wrażliwością. Przenika je kosmiczny porządek, a w każdej linii zakodowane jest dojrzałe piękno. Przez każdy otworek płynie naturalna równowaga. W sztuce użytkowej ta magia odbioru właśnie jest przejawem uniwersalnej wartości dzieła i oddziałuje na zmysły poprzez bardzo subtelne poziomy oddczuwania.

Rozmowa z mistrzem o doskonaleniu jakości, procesie twórczym, harmonii i równowadze, obrazowaniu oraz problematyce otoczenia wizualnego człowieka.


  • O POTRZEBIE ROZWOJU
K: Przemku, zakreśliłeś bardzo wysoki poziom doskonałości na wielu płaszczyznach rozwoju - jako inżynier, artysta i człowiek praktykujący rozwój osobisty. Jesteś wielką inspiracją dla innych twórców profesjonalnych na całym świecie. Co odpowiesz tym wszystkim, którzy borykają się z brakiem weny, cierpliwości i wiary we własne siły? Od czego według Ciebie powinni zacząć, żeby ukierunkować twórczy rozwój i nie zmarnować talentu.

P: Trudno jest mi tutaj udzielać jakichś uniwersalnych porad, po pierwsze dlatego, że każda dziedzina sztuki rządzi się w mniejszym lub większym stopniu swoimi prawami, po drugie – każdy artysta to indywidualność; coś co sprawdza się w jednym przypadku, niekoniecznie musi odpowiadać komuś innemu. Po trzecie – mam 30 lat i raptem 5 lat działalności twórczej za sobą. Zdaję sobie sprawę, że jestem dopiero na początku drogi, wiele nauki, wniosków i doświadczeń dopiero przede mną.
Póki co, staram się pielęgnować w sobie ufność wobec tego co się dzieje, wobec pomysłów, które do mnie przychodzą. Ważny jest brak pośpiechu przy podejmowaniu decyzji oraz wiara w to, że jestem na właściwej drodze. Dzięki temu mam również wiarę we własne siły i każdy dzień traktuję jako krok w dużo większym procesie. 
To ostatnie odczucie jest chyba dla mnie jednym z najważniejszych w twórczym rozwoju.
Co do weny twórczej, przytoczę może słowa Picassa: „Gdy przychodzi natchnienie, zastaje mnie przy pracy”. 
(lub cytat po angielsku: „Inspiration exists, but it has to find you working”).
W moim przypadku zanim powstanie ostateczny wzór nowej lampy, zmienia się on kilkanaście razy. Dopiero kiedy mam uczucie 100% pewności, że to co widzę to właśnie „to”, przechodzę do następnego etapu. 
To uczucie pochodzi z podświadomości i ufam mu całkowicie.



Skąd bierze się potrzeba rozwoju? Kiedy człowiek staje się gotowy, by świadomie rozpocząć doskonalenie? Jakich podstawowych zmian trzeba dokonać w życiu? Jak było w Twoim przypadku?

Potrzeba rozwoju chyba zawsze powinna pochodzić z naszego wnętrza. Można to po prostu poczuć bez żadnych szczególnych bodźców lub może się to wiązać z jakimś wydarzeniem (pozytywnym bądź negatywnym), spotkaniem, rozmową, podróżą, przeczytaną książką, obejrzanym filmem – czymś co w jakiś sposób spowoduje, że to uczucie i potrzeba zacznie w nas kiełkować.

W moim przypadku w okresie studiów pytania dotyczące tego co chcę robić w życiu powracały do mnie cyklicznie. Coraz bardziej byłem pewien, że to czego się uczę i co miałbym robić w przyszłości niezbyt mnie interesuje. Dwa razy poważnie zastanawiałem się nad rzuceniem studiów ale nie miałem wystarczająco dużo odwagi aby to zrobić. Nie miałem również wtedy pewności co do innej drogi, którą miałbym obrać. Jednocześnie pracowałem również w pracowni architektonicznej co sprawiało mi przyjemność ale również nie ułatwiało nauki.
Wierzę, że właśnie te wewnętrzne wątpliwości i chęć znalezienia dla siebie czegoś innego w czym mógłbym się rozwijać sprawiły, że przypadkiem trafiłem (właściwie trafiła moja mama) na tykwę. Oczywiście nie od razu wiedziałem, że temu poświęcę się najbardziej ale od pierwszej lampy czułem potrzebę rozwijania tego, szukania nowych rozwiązań i pomysłów jednocześnie czerpiąc z tej pracy ogromną przyjemność. Przez kolejny rok nadal studiując i pracując robiłem więc kolejne lampy. W tym czasie niewiele brakowało a wyjechałbym na rok do Kanady. Tak się jednak nie stało ale pojawiła się możliwość wyjazdu na miesiąc do Senegalu na warsztaty bębniarskie. Poczułem, że to jest moment zwrotny. Byłem pewien, że moją energię chcę poświęcać tworzeniu lamp. Nie informując o tym rodziny, na tydzień przed wyjazdem złożyłem podanie o skreślenie z listy studentów i podjąłem decyzję, że po powrocie nie wrócę również do pracy. 



Niesamowite, że Senegal dał mi również możliwość przywiezienia afrykańskich tykw, których nie zdobyłbym w Europie, i z których od tamtego czasu tworzę moje lampy. Po powrocie byłem wolny i mogłem w pełni zająć się tym co pokochałem najbardziej. Oczywiście finansowo na początku nie było łatwo (mieszkałem już sam) ale nie było momentu, w którym żałowałbym mojej decyzji i czułem absolutną pewność, że obrałem dobry kierunek. 

Myślę, że trzeba być otwartym na takie z pozoru niewiele znaczące wydarzenia w życiu. Każde jedno może być początkiem czegoś nowego, dać nam nowe możliwości. Trzeba umieć je wykorzystywać i iść za naszym wewnętrznym głosem.




Jak rozumiesz systemowe podejście do otoczenia wizualnego?

Rozumiem to jako podejście do otoczenia wizualnego jako całości, dążące do poprawy jakości naszego życia uwzględniające harmonijne koegzystowanie człowieka ze środowiskiem naturalnym oraz otoczeniem, ciągłe doskonalenie jakości wyrobów i usług oraz rozwój człowieka jako świadomej i kreatywnej jednostki będącej częścią harmonijnie działającej całości.


  • O PROCESIE 
Istotą postępu w technice jest doskonalenie procesu. Czy podejście systemowe i procesowe można zastosować w rozwoju osobistym?

Myślę, że zdecydowanie tak. Nasze codzienne życie składa się z elementów, z mniejszych procesów wchodzących w skład jednego większego, i wpływających na siebie nawzajem. To jak się odżywiamy, jaką pracę wykonujemy, co robimy w wolnym czasie, nasze relacje z innymi ludźmi, rodziną, związki, aktywność fizyczna, co czytamy, jakie filmy oglądamy,  jakiej muzyki słuchamy, itd. Będąc świadomym znaczenia każdego z tych elementów i dbając o ich jakość wpływamy na nasz całościowy rozwój osobisty.

Jak przekładasz wiedzę techniczną na rozwiązywanie codziennych problemów?
Stosujesz techniki doskonalenia? Jakie to zasady pomagają osiągać tak spektakularne efekty?

Jako umysł ścisły, zawsze miałem bardziej analityczne podejście w rozwiązywaniu codziennych problemów. 
Lubię mieć kontrolę nad tym, co się dzieje w moim życiu. Oczywiście w granicach rozsądku ;-)
Od 2,5 roku jestem wegetarianinem. Dwa razy w tygodniu intensywnie pływam. Wstaję między 6 a 7 rano a następnie biegam lub ćwiczę (w szczególności dłonie i ręce, bo to przekłada się na moją pracę). Aktywność fizyczna bardzo dobrze wpływa na moje samopoczucie i umysł a jednocześnie pomaga utrzymać samodyscyplinę. Dwa razy w tygodniu chodzę na warsztaty gry na bębnach djembe i dun-dun. Kilka miesięcy temu zainteresowałem się snem polifazowym i eksperymentowałem z tym tematem przez około miesiąc. Obecnie śpię sześć godzin w nocy plus ewentualne drzemki w ciągu dnia. Staram się regularnie medytować. Pracuję z podświadomością, na której szczególnie polegam w kwestii kreatywności i nowych pomysłów. Stosuję afirmacje. Czytam i oglądam materiały dotyczące rozwoju duchowego i świadomości.



Doskonalenie procesów jest zadaniem wymagającym dyscypliny, obserwacji ciągłej w czasie, dokładności i precyzji. Czego jeszcze wymaga Twój proces twórczy?

Każdą kolejną lampę traktuję jako ogniwo w doskonaleniu tego, co robię. Do każdej podchodzę indywidualnie, nigdy nie powtarzam wcześniej wykonanych wzorów, ponieważ byłoby to jedynie szlifowanie rzemiosła a nie twórczy, rozwijający proces. W każdej z do tej pory wykonanych lamp mógłbym dokładnie wskazać to, czego się przy jej tworzeniu nauczyłem i co udoskonaliłem. Tak jest do tej pory. Zawsze analizuję, co mogłoby być zrobione lepiej, zarówno jeśli chodzi o samą technikę i precyzję wykonania, sam wzór i design, użyte materiały oraz narzędzia.
Przez moment przymierzałem się do projektowania wzorów w programie graficznym typu Adobe Illustrator, jednak szybko porzuciłem ten pomysł uznając, że jednak bezpośredni kontakt z tykwą w dłoniach, szkicowanie projektu od razu na owocu i rozwijanie twórczej intuicji daje najlepsze efekty i przyjemność z tworzenia. 
W niektórych elementach wzoru lampy posiłkuję się AutoCadem, ale wzór jako całość zawsze powstaje najpierw na tykwie.


Stworzenie własnej jakości wizualnej jest owocem wielu lat systematycznej, zaplanowanej i ciężkiej pracy. Wie o tym każdy twórca, który wyznaczył nowy poziom jakości w swojej dziedzinie i stał się niedoścignionym wzorcem naśladowania.
W swoich wypowiedziach podkreślasz, że potencjał, talent i pasja są ważne, ale to ciężka i wydajna praca umożliwia postęp.  Które procesy sprawiają Ci najwięcej trudności?

Chyba etap wymyślania i projektowania wzoru jest nadal tym najbardziej nieprzewidywalnym procesem, który staram się udoskonalać. Do tej pory prawie zawsze pracowałem tylko nad jedną lampą i dopiero gdy ją skończyłem zaczynałem myśleć nad kolejną. Obecnie staram się usprawniać ten proces, czasem odstawiając jedną tykwę na kilka dni, zająć się inną aby później ze świeżym spojrzeniem wrócić do pracy. W momencie, gdy cały wzór mam już zaprojektowany i pozostaje już „tylko” fizyczna praca, zaczynam myśleć nad kolejną lampą. W ten sposób proces jest bardziej ciągły.

Tykwy, z których wykonuję lampy są już wysuszone więc wcześniejszy etap pominę.
Wybór tykwy zależy przede wszystkim od tego jakiego typu lampę będę wykonywał. Tykwy lamp podłogowych były największe. Pierwszą czynnością jest dokładne usunięcie skóry z tykwy. Często przed rozpoczęciem szkiców mam już w głowie jakiś ogólny zarys i pomysł. Wtedy rysuję dokładną siatkę pomocniczą i zaczynam szkice. Rysuję, ścieram, poprawiam czasem kilkadziesiąt razy zanim będę pewien tego co zrobiłem. Bywa, że mam już narysowany cały wzór ale dochodzę do wniosku, że to nie to, ścieram wszystko i zaczynam od początku.
Przy projektowaniu wzoru muszę brać pod uwagę zarówno wygląd lampy za dnia jak i w nocy, efekty świetlne, które chciałbym uzyskać, balans pomiędzy elementami rzeźbionymi, perforowanymi oraz powierzchniami, które będą malowane. Dodatkowo wzór, który będzie perforowany również musi być odpowiednio zaprojektowany pod kątem późniejszego nawiercania i tego jak będzie się prezentował po włączeniu lampy. Stosuję ok 10 średnic wierteł i to też determinuje kształt i wielkość perforowanej części wzoru.  To wszystko jest dla mnie najtrudniejszym etapem. Po dokładnym zaprojektowaniu i narysowaniu wzoru, wszystkie linie i kontury graweruję. Oczywiście we wzorze musi być również uwzględniony otwór ale na tym etapie tykwa jest jeszcze zamknięta.
Kolejnym etapem jest malowanie tykwy, wykonanie otworu i dokładne oczyszczenie tykwy wewnątrz, następnie wykonywanie rzeźbień i na końcu nawiercanie otworów.  Na końcu wykonuję podstawę, montuję do niej tykwę i wykańczam ostatecznie lampę.
Ponieważ rzeźbione miejsca przez, które później przenika światło są bardzo cienkie (1-2mm) muszę wykonywać je bardzo ostrożnie, powoli i dokładnie.

Powyżej przedstawiłem z grubsza cały proces, ciężko mi jest się dokładnie zagłębiać w każdy etap. Po pierwsze, za dużo by tego było,  po drugie, są pewne elementy, których wolę nie opisywać i nie zdradzać.

Druga sprawa to pokazanie jak cierpliwość, systematyczność i precyzja wzmacniają charakter  i osobowość człowieka :)

Czasami nad jedną małą rzeźbioną częścią lampy spędzić mogę kilkanaście godzin, a efekty przy tej pracy widoczne są bardzo powoli. Zawsze skupiam się wtedy nad tym jednym elementem. Wiem, że efekt końcowy zależy od tych najmniejszych części składowych wzoru i precyzji ich wykonania. Poza tym, chyba po prostu jestem osobą bardzo cierpliwą, tym bardziej przy robieniu czegoś, co sprawia mi przyjemność.
Kiedy po kilku miesiącach pracy włączam skończoną lampę, wiem, że wysiłek włożony w każdy centymetr kwadratowy był tego warty. To też pomaga mi cierpliwie i powoli pracować nad kolejną lampą.




  • O HARMONII I RÓWNOWADZE W NATURZE
Twoje dzieła są jak potężne generatory pozytywnych wibracji. Skąd czerpiesz inspirację i siłę, by konsekwentnie się rozwijać? Jaka jest twoja osobista filozofia życia?

Fascynują mnie złożone, geometryczne, fraktalne wzory, harmonia i porządek. Natura jest tak różnorodna i złożona, ale nawet w pozornym chaosie, na głębszym poziomie wszystko jest doskonale zaplanowane. Staram się mieć podobne podejście do tego, co tworzę.
Każdy z nas otrzymał jakiś potencjał i wierzę w to, że naszym głównym celem jest odkrycie go i rozwijanie. Zdaję sobie sprawę, że miałem szczęście znaleźć to w czym mogę się spełniać i doskonalić jako artysta i co może być jednocześnie moją drogą do bycia lepszym człowiekiem. Jestem za to wdzięczny i tą wdzięczność również w sobie pielęgnuję. Siłę daje mi również satysfakcja z tego co robię, wolność oraz to, że moja twórczość spotyka się z tak pozytywnym odbiorem i może inspirować innych.
Staram się żyć w zgodzie z samym sobą, ciągle się rozwijać, szukać i nie stać w miejscu. 
Nie zamykać się na nic, mieć otwarty i świadomy umysł. Nie krzywdzić innych i żyć w zgodzie z prawem naturalnym.






Wielu ludzi traci wewnętrzne dziecko, niewinność, czystość i chęć do zabawy. Wciąż są profesjonalistami, ale po kilku latach już nie potrafią włożyć serca w to, co tworzą i stają się zwyczajnymi rzemieślnikami, którzy zatrzymali się na  przyzwoitym poziomie. Może stać ich na więcej, gdyby potrafili uruchomić w sobie nowe pokłady energii. Jak można uniknąć wypalenia się?

Jako ktoś, kto robi to, co robi dopiero od pięciu lat, nie czuję się wystarczająco kompetentny do udzielania porad jak uniknąć wypalenia się. O tym będę mógł mówić za 20 lat ;-)

Twoja pasja jest dowodem na to, że nawet najcięższa praca fizyczna i umysłowa może być przyjemna, wykonalna. W efekcie przynosi wiele radości, korzyści i satysfakcji Tobie oraz odbiorcom Calabarte, jak glob długi i szeroki.  W czym jeszcze kryje się złoty środek?
Czy miewasz momenty, że masz dość wyrzeczeń, poświęceń i braku czasu?
Każdy, kto się doskonali wie, że wymaga to samotności, oddalenia się od rzeczywistości i ludzi, czasem na długie tygodnie.

Chyba właśnie przyjemność i pasja w tym, co robimy są najważniejsze. Jak mówi przysłowie: „Rób to co lubisz, a nie będziesz musiał pracować”.  Nie czuję, aby moja praca była ciężka. Nawet po całym dniu rzeźbienia, gdy bolą mnie dłonie i kark, kładę się spać przyjemnie zmęczony i najczęściej nie mogę się doczekać gdy następnego dnia znów siądę do pracy. Nie czuję również, abym miał się czegoś wyrzekać lub coś poświęcać. Moja praca wypełnia mi większość czasu, ale staram się znajdować go również na inne aktywności i zainteresowania.
Tak jak wspomniałem w jednej z wcześniejszych odpowiedzi, pozostałe elementy są równie ważne i wpływają na moją pracę. Dążę do tego, aby znaleźć balans we wszystkim co robię i najodpowiedniejszą dla siebie drogę.
Nie czuję również samotności, nawet gdy bardzo intensywnie pracuję. Mieszkam z czwórką znajomych, mam kontakt z ludźmi gdy gram na bębnach, widuję się z rodziną. Gdybym na siłę musiał się izolować aby pracować, miałoby to pewnie negatywny wpływ na to, co robię. Owszem, bywają okresy gdy np. wolę zostać w domu i pracować, niż się bawić, ale jest to świadomy wybór a nie przymus.



Jak pomóc ludziom, którzy kojarzą samotność z pustką?

Niech sięgną po mądre książki napisane przez mądrych ludzi J


  • O PRAWIDŁOWYM OBRAZOWANIU
W tradycji prasłowiańskiej istnieje koncepcja prawidłowego obrazowania, zgodnie z którą obecny sposób obrazowania świata nie dostarcza już człowiekowi wiedzy na temat istoty egzystencji, jaką jest dążenie do harmonii z naturą, polegająca na szacunku do współzależności energetycznej kierującej światem fizycznym. Starowiercy twierdzą, że współczesne obrazowanie wypaczone jest innymi znaczeniami, które zatraciły pierwotny sens, więc i słowa opierają się na uszkodzonym kodzie. To błąd w systemie edukacji wizualnej, przez który ludzkość zatraca nie tylko umiejętności "paranormalne", ale i te podstawowe mentalne jak logiczne myślenie, potrzeba samodoskonalenia, harmonizacji z naturą i bezinteresownej miłości.
Co o tym myślisz? Czy myślenia trzeba uczyć? Czy  przywrócenie języka obrazowego do systemu edukacji poprawiłby popyt na prawdziwe twórcze samodoskonalenie? 

Z jednej strony żyjemy w czasach umożliwiających nam szybki dostęp do ogromnych ilości informacji i wiedzy, które kiedyś dostępne były dla nielicznych. Z drugiej zaś, obecny system edukacji i funkcjonowanie społeczeństwa w krajach rozwiniętych wyjałowione jest z wiedzy i wartości, o których wspomniałaś. Myślenia zdecydowanie trzeba uczyć, ale obecnie zauważyć można proces wręcz odwrotny. Przywrócenie języka obrazowego do systemu edukacji (jeśli to możliwe) byłoby na pewno jednym z kroków w dobrą stronę.





  • O KONCEPCJI JAKOŚCI WIZUALNEJ
Otoczenie wizualne człowieka tworzy spójną strukturę, w której żadne składniki nie funkcjonują odrębnie. Zgodzisz się z twierdzeniem, że sfera wizualna stanowi meta system, wtórne środowisko człowieka, w którym egzystuje?

No pewnie, że się zgodzę! J Wszystko co nas otacza, z czym mamy kontakt, zarówno natura jak i otoczenie, które sami kreujemy wokół nas (czyli np. w miastach właściwie obecne tylko to drugie) wpływa na nas, oddziałuje i stanowi o jakości naszego życia.

Czy widzisz możliwość zastosowania inżynierii jakości do poprawy jakości obrazowania?
Chodzi o stworzenie prostych narzędzi (aplikacji), które obsłuży dziecko i dorosły.
Jak zachęcić społeczeństwo do zrobienia pierwszego kroku w kierunku samodoskonalenia, harmonizacji oraz idei jakości wizualnej?

Z tym pytaniem mam problem. Bo jeśli „widzę możliwość” to powinienem napisać jaką. Nie wiem też, czy dobrze rozumiem to pytanie. Generalnie oczywiście widzę taką możliwość - „proste narzędzia, które obsłuży dziecko i dorosły” – brzmi bardzo dobrze ;-)

Czy podzielasz opinię, że warto zadbać o jakość w otoczeniu wizualnym?

Podzielam w stu procentach.

Jaki związek istnieje według Ciebie pomiędzy rozwojem człowieka a tym, czym na co dzień „odżywia” duszę i umysł?

Związek istnieje nierozerwalny. Uważam, że nasze życie oraz my sami jesteśmy pochodną tego, czym „odżywiamy” naszą duszę, umysł i ciało, środowiska (otoczenia) w jakich żyjemy i ludzi, z którymi mamy kontakt.

Serdecznie dziękuję Ci za poświęcony czas !

Z Przemkiem rozmawiała Keit


www.calabarte.com/






wtorek, 2 sierpnia 2011

W krainie OZ

fot. O. Zielińska


Olga Zielińska

Perfekcjonistka, jedna z moich największych kreatywnych inspiracji, królowa koncepcji na niezależność, artystyczna bizneswoman J



Motto?
„Wystarczy, że odpowiesz sobie jedno za**biście ważne pytanie: co lubię w życiu robić…? A potem - zacznij to robić.” – cyt. Laska, „Chłopaki nie płaczą” J




Jesteś karuzelą artystyczną - mistrzyni technik rękodzieła, autorka wielu projektów artystycznych, właścicielka kilku galerii, mentorka, trenerka i organizatorka inspirujących przedsięwzięć hand made, z wykształcenia fotograf – kim jeszcze jesteś z zamiłowania?

Poza tym, co wymieniłaś, jest jeszcze długa lista innych rzeczy, które robiłam, robię, albo robić zamierzam. Właściwie sama powinnam kiedyś spisać, bo połowa wypada mi z głowy, zanim jeszcze wejdzie w fazę realizacji.
Przed fotografią na ASP, była jeszcze fotografia w ZPAF. Były podejścia do medycyny i ochrony środowiska, przez jakiś czas studiowałam dziennikarstwo na UW z uporem tak wielkim, że przeszłam przez pierwszą sesję z wieeeeeeeelkim egzaminem z historii XX wieku, o której do dziś nie wiem kompletnie nic i nie lubię. 
Potem była szkoła jubilerska i różne kursy. Niedługo pewnie jeszcze coś innego, bo cały czas mam niedosyt.

fot. O. Zielińska


Jestem domatorem, który potrzebuje duuuuuuużo czasu dla siebie: na pracę, myślenie, tworzenie, na nudę. Nuda jest mi potrzebna jak powietrze. Z nudy wyrastają wszystkie moje owoce, i te udane i te mniej udane – ale musi być czas i spokój. A jednocześnie zdarza się, że mnie coś korci i świerzbi i nie mogę siedzieć w miejscu. Uwielbiam wielkie europejskie miasta, jeżdżę i oglądam, robię zdjęcia małym tandetnym japońskim aparatem. Ale musi być dom, do którego wrócę i gdzie mogę się nudzić, żeby dalej tworzyć.
Zanim zaczęłam działać na własny rachunek, pracowałam wiele lat na etacie, do dziś twierdzę, że nie wrócę do takiego systemu, jeśli tylko nie będę musiała.

Zmieniałam pracę co najmniej osiem razy. Raz zostałam „wylana”, ale w większości wypadków wylewałam się sama, bo się znudziło, bo męczyło, bo to nie było TO O TO. 
Myślę, że z tej zmienności i niepokoju wynika ilość przedsięwzięć, które tworzyłam i współ-tworzyłam i ich róznorodność. To, co obecnie tworzę, też wciąż się zmienia, czasem w odstępie kilku godzin wywracam wszystko na lewą stronę i już mi się nie podoba J

fot. O. Zielińska


Ile to już lat na rynku? Skąd czerpiesz siłę na to wszystko? Odkąd Cię znam, kojarzę: Trzy Cztery Projekt, OZ, Coś Pięknego, Targowisko Próżności, Galeria 3. Opowiedz proszę,  jakie jeszcze stworzyłaś projekty, oraz najciekawsze wyzwania, jakie otworzyły przed Tobą kolejne doświadczenia?

Na rynku - pewnie jakoś niebawem minie 10 lat. Najpierw sama w cudzych galeriach, potem za namową Kasi Ułan, z którą pracowałam przez kilka miesięcy w jednej z większych galerii sztuki w Warszawie, powiłyśmy sklep internetowy Coś Pięknego.
Z czasem powstał sklep stacjonarny, potem drugi. Zorganizowałyśmy serię kiermaszy hand-made pod szyldem Targowisko Próżności, kilka lat temu, kiedy jeszcze nie było ich tak wiele w Warszawie. 
Potem powstała Galeria 3. Do tego miejsca byłam i nadal jestem mocno przywiązana, chociaż galeria musiała wyprowadzić się z warszawskiej Pragi i jej dalsze losy są nadal zagadką – myślę, że wcześniej czy później zapewne znów gdzieś się pojawi. W Galerii skupiłam kilkudziesiętu artystów, z których z obecności każdego byłam wręcz dumna.  Z większością z nich na pewno będę jeszcze pracować.


Trzy Cztery Projekt to z kolei moje działania związane z fotografią. Realizowałam przeróżne zlecenia fotograficzne i graficzne, robię to z resztą do dziś.


OZ to seria mojej własnej biżuterii, którą tworzę bez udziału Kasi, chociaż nasze wspólne dziecko Coś Pięknego działa niezmiennie i jeszcze długo działać będzie. Współpracujemy z galeriami na całym świecie, ostatnio zaczęłyśmy udzielać się w projektach społecznych i zapowiada się ciekawa współpraca z Fundacją Synapsis, która pracuje z osobami z autyzmem i promuje ich działania artystyczne.
Kasia też robi swoje, co nie zmienia faktu, że sporo rzeczy robimy nadal razem i gdyby nie ona to pewnie zupełnie gdzie indziej byłabym dzisiaj. Więc pozdrawiam ciocię Kasię J
Jedno z najciekawszych wyzwań to uruchomienie pierwszego sklepu w centrum handlowym. 
Wielkie przedsięwzięcie logistyczne, mimo że pierwszy sklep był niewielki. To była sytuacja wymagająca pełnego, naprawdę PEŁNEGO zaangażowania przez całą dobę i ilość zadań rosła z dnia na dzień, chociaż wydaje się, że w trakcie da się wypracować systemy, które usprawnią projekt, ale praca z ludźmi ma to do siebie, że pojawiają się liczne niespodzianki J







Nauczyłyśmy się obie wielu rzeczy o ludziach, o sobie, o specyfice tej branży.  Dopóki nie ma się doczynienia z żywym klientem na co dzień – nie wie się tego wszystkiego. 
Po drodze były różne kryzysy, ale nie żałuję. Stworzyłyśmy z Kaśką coś, co do dziś przynosi nam ogromną radość i obie traktujemy to jako nasze pierworodne dziecko.










A co było przed tym? Od zawsze coś tworzysz?

Tworzę odkąd pamiętam. Zanim weszłam w temat biżuterii, tworzyłam inne rzeczy. Na kółka plastyczne chodziłam od dziecka. Po maturze przez kilka lat skupiałam się na fotografii, tworzyłam sama dla siebie, i na zlecenie. Produkowałam setki zdjęć, eksperymentowałam i, z czego jestem najbardziej dumna, absolutnie od zera sama nauczyłam się obróbki cyfrowej, bez której teraz nie wyobrażam sobie żadnego działania. 




Dzięki temu, że robiłam bardzo różne rzeczy, funkcjonuję teraz trochę jak człowiek-orkiestra. Produkuję, fotografuję, promuję, sprzedaję. Robię też zdjęcia biżuterii koleżankom artystkom. 
O ile jakiś czas temu miałam poczucie, że nadal nie wiem, co chcę ze sobą zrobić i zmieniałam profil kilkanaście razy, o tyle teraz widzę, że cokolwiem by to nie było – to szeroko pojęte tworzenie jest zawsze silnie obecne i chyba tak musi być J





Dzięki Tobie, ja i wiele wartościowych osób uwierzyło w siebie i z zapałem (bynajmniej słomianym) wzięło się do pracy nad swoją osobowością, warsztatem artystycznym, przedsiębiorczością. 
Czy to także generator pozytywnej energii, dzięki której tworzysz i osiągasz sukcesy?

Oczywiście, że tak! Do Galerii 3 zaprosiłam łącznie kilkadziesiąt osób. Kilka z nich nigdy wcześniej nie działało w ten sposób, ja oczywiście dokonując wyboru myślałam po swojemu, lubię otaczać się rzeczami, które mi się podobają, nie ma u mnie miejsca na coś, co mi nie pasuje.

Oczywiście w grę wchodziła też wredna zimna kalkulacja, ocenianie, co sprzedam, a czego nie, ale wiem na pewno, że kilka osób z którymi pracowałam zostało przeze mnie nakierowanych na tory, na których trzymają się nadal i bardzo dobrze, bo tworzą rzeczy absolutnie wyjątkowe. Sama wybrałam zdecydowaną większość osób, z którymi pracowałam, przyjęłam dosłownie kilka takich, które zgłosiły się bez zaproszenia J     
Przez jakiś czas celowo szukałam osób, których nie namierzy  konkurencja, okazało się, że przypadkiem znalazło się kilka perełek.


fot. O. Zielińska


Twoi mentorzy, inspiracje, duchowi sprzymierzeńcy?

Mam kilku swoich bogów w dziedzinie fotografii, ubóstwiam pasjami Erwina Olafa, uwielbiam stare zdjęcia Mirelli von Chrupek, Lorettę Lux, manipulacje Keit J
Nieustannie zachwycam się torbami Boudoir on the Moon, ubóstwiam szklaną biżuterię KoKoBi i zatopione w szkle rysunki Marty Misiuro, gromadzę też ceramikę w różnych formach. Mam kilku znajomych ceramików, co znacznie ułatwia zadanie J 


źrodło: google


                      





Mimo zboczenia, które powoduje, że wszystko rozbieram wzrokiem i analizuję, i chcąc czy nie chcąc patrzę inaczej, niż ktoś, kto tylko odbiera, a nie tworzy sam, to często zachwycam się biżuterią. Powaliły mnie na kolana targi biżuterii Bijhorca w Paryżu, na które trafiłam dwa lata temu, gdzie widziałam kilka takich okazów, których nigdy nie zapomnę J Nie pamiętam nazwisk, pamiętam obrazy.







Z mentorami jest tak, że od wielu osób, z którymi miałam do czynienia wyciągam swoje „małe co nieco” i jakaś część tego zostaje mi w głowie. Nie ma jednej takiej osoby, którą mogłabym imiennie określić, która wywarła znaczący wpływ, takich osób było dużo dużo, w tym Ty i Lisa J



Anielskie plusy i diabelne minusy niezależnej przedsiębiorczości? Jak ciemna  potrafi być ta strona organizacji i  zarządzania?

Niezależna przedsiębiorczość ma swoje zalety. Brak szefa nad głową i pewien rodzaj wolności. ALE jest też sporo wad. To nie jest tryb dla każdego, trzeba mieć głębokie przekonanie o tym, że mimo że czasem się nie wie, co będzie jutro, to będzie dobrze, bo musi. To nie jest do końca tak, że bez szefa sama dyktuję sobie godziny pracy, bo zależę od moich klientów i czasem mam więcej klientów, niż czasu, często mam narzucane terminy itp. 
Poza tym, klient bywa humorzasty J Nie ma pracy do godziny 16-tej i do domu leżeć. Bywa tak, że pracuję non stop, nawet kiedy się nudzę. W moim wypadku, właściwie zwłaszcza wtedy. 
Do tego dochodzi biurokracja i państwowa godzilla, która pożera finansowo samodzielnego przedsiębiorcę. 
Bywają załamania, długi, nerwowe sytuacje nie do ogarnięcia (tylko pozornie J), ale ja nie umiem inaczej, dla mnie mimo wszystko bilans jest dodatni.


Specyfika jakości na rynku rękodzieła artystycznego w Polsce?

Jest bardzo dużo wspaniałych pomysłów i niezwykle pięknych osobowości. Jest też masa szajsu, nieudolnych kopii i brzydkiej tandety. W ostatnim czasie króluje moda na rękodzieło, co znaczy z jednej strony, że mamy duży zbyt na taką twórczość, ale jednocześnie odbiorcy sami stają się twórcami, bo nie mogą się opędzić od możliwości i materiałów. Konkurencja wśród twórców rośnie, na szczęście najsłabsi po jakimś czasie wypadają z klubu, ale część średniaków zostaje. Niestety, czasem rezygnują ci najlepsi. Pojawiają się nowi, fajni i niefajni. Niekiedy klienci chcą czegoś innego, niż ja, i okazuje się, że gigantyczne sukcesy odnoszą autorzy, których nie rozumiem J 
Wolny rynek, tak musi być.

Nie wiem, czy to specyfika rynku w Polsce, czy jest tak też gdzie indziej, ale jedna rzecz doprowadza mnie do gorączki. Plagiaty, kopie, podróby. Swoje warsztaty zawsze zaczynam od wykładu na ten temat, przestrzegam uczestników przed kopiowaniem.           
Są oczywiście rzeczy powtarzalne i nie da się tego całkiem uniknąć, ale trzeba znać granice i rozróżniać plagiat od inspiracji. To chyba rozumie się dopiero po jakimś czasie, moje początki to też częściowo bazowanie na cudzych pomysłach.

Jesteś wspaniałym analitykiem i szczerym  doradcą. Według Ciebie, jakie szanse i zagrożenia stwarza brak polityki jakości na rynku sztuk wizualnych? Co możesz powiedzieć o jego kondycji - stabilności i jakości wizualnej, z punktu widzenia artystki, organizatorki, trenerki i właścicielki galerii?

Nie czytam książek, oglądam obrazki. Brzmi strasznie, ale w praktyce znaczy, że oglądam dziennie setki, albo tysiące obrazów, odbieram sztukę bardzo szybko. To nie jest tak, że nic nie czytam, nigdzie nie bywam i nie widzę nic spoza monitora. Często sztuka bez kontekstu i kontaktu jest nie do przetworzenia. 
Często obraz nie może oddać tego, co widzi się w bezpośrednim zetknięciu, ale sama wybieram to, co chcę obejrzeć, nie rozumiem bezkrytycznego biegania po wystawach, kiedy nie wie się do końca, co tam dają J
Rzadko chodzę do muzeów i galerii, bo na setkach wystaw, które widziałam, większość obiektów zwyczajnie mnie nie obchodzi, więc próbując odebrać je na żywo po prostu się męczę. O ile kilka lat temu, kiedy nie było internetu, było to niemożliwe, o tyle teraz mogę widzieć to wszystko, co chcę widzieć a odrzucać w ułamku sekundy ogromną masę chłamu. 

Oczywiście, żeby wyłowić coś dobrego, trzeba przemielić tonę złomu. Być może coś mi umyka, ale omija mnie też masa niepotrzebmych rozczarowań.
Nie wiem, czy brak odgórnie narzuconej zasady, co do jakości jest czymś złym. 
Z jednej strony widzę przerażający zalew tandety, brzydoty i kiczu… ale te same rzeczy mogą być dla kogoś innego fantastyczne.

Jeden z moich profesorów powiedział kiedyś, że sztukę rozumieją jedynie artyści. Skoro tak, to zasadę jakości sztuki możemy sobie spróbować wyznaczyć, bo mamy wiele wspólnych punktów w kryteriach oceny, ale jeśli tworzymy dla innych – to trzeba mieć na uwadze to, że możemy być nierozumiani i możemy się nie podobać – i nie dlatego, że masa jest tępa, tylko dlatego że widzi i lubi co innego.


Czy Program Promocji Jakości w Sztukach Wizualnych ma szansę przyczynić się do poprawy profesjonalnej przestrzeni nie tylko w branży usługowej? Mam na myśli modę na jakość, świadomy i prawdziwie twórczy rozwój, inspirację do poprawy jakości kształcenia w dziedzinach sztuk wizualnych oraz ogólnej wiedzy o jakości życia?

Myślę, że tak. Gdyby podzielić odbiorców na trzy grupy, tzn. 1. tych, którzy rozumieją, 2. tych którzy mają potencjał i rozumieją częściowo, i 3. tych, którzy nie rozumieją, to tego typu akcja prawdopodobnie szybko zyskała by poklask grupy pierwszej, dotarłaby do części grupy drugiej, ale nie liczmy na to, że dotrze do tej trzeciej.
Osoba ukształtowana innymi wartościami, myśląca innymi torami, nie może łatwo zmienić sposobu pojmowania sztuki z dwóch prostych powodów: po pierwsze nie jest chłonna i po drugie nie ma ochoty. 
Na wystawie w trakcie prezentacji ktoś zawsze wybucha śmiechem patrząc na trudny do przetworzenia obiekt, wybiegający mocno poza pojęcie „obraz jest ładny wtedy, kiedy coś na nim widać i to coś też jest ładne”.            
Ten ktoś kieruje się w życiu innymi zasadami, ceni inne sfery, a na wystawę przyszedł, bo akurat jest na wycieczce grupowej w danym mieście i w programie była galeria, no to poszedł. Od zawsze społeczeństwo dzieliło się na jakieś grupy, nie ma w tym nic nowego. A ja na przykład nie umiem wydoić krowy i się nie nauczę, bo nie muszę i mnie to nie kręci J



fot. O. Zielińska


Kiedy galerie internetowe zwrócą się ku koncepcji jakości, tworząc przestrzeń przyjazną profesjonalistom, kolekcjonerom, sympatykom jakości wizualnej?

Niektóre to robią. Inne jeszcze nie. Myślę, że w ciągu kilku lat wypracują jakiś system selekcji, zwłaszcza, że ilość twórców wciąż rośnie, a z jakością bywa różnie. Ale stanie się tak tylko dlatego, że właściciele tych galerii podobnie jak ja widzą setki i tysiące obrazów, i kiedy ma się obszerny punkt odniesienia, to niektóre rzeczy są nie do przyjęcia. 
Nie wyniknie to wcale z naturalnej selekcji spowodowanej wyborem dokonanym przez klientów, bo gusta są bardzo różne. Obserwuję bacznie od kilku lat pewnego artystę w jednej z internetowych galerii i z każdym kolejnym „dziełem” moje zdziwienie rośnie. Jakość samych prac, jakość zdjęć i absurdalne ceny są dla mnie w ujęciu całościowym niepojęte. Oglądam to wyłącznie w celach rozrywkowych. A właśnie, że kupują. 
I to bardzo dużo. Niespodzianka J




Co można zrobić, aby zwiększyć szansę takiej  społecznej kampanii jakości?

Spamować – w sensie niedosłownym. Uderzać w masę, licząc na spotkanie z tą drugą grupą, która jest umiarkowanie otwarta na przyjęcie „obcych”. W miejscach kultu, takich jak centra sztuki współczesnej, które są zwyczajnie modne i bywa w nich dla sportu duża ilość ludzi. Rozkręcić działanie Stowarzyszenia na gruncie namacalnym, tak żeby poza samą wieścią rozpowszechniły się faktyczne działania. Może jakaś miejska akcja albo wystawa, na którą obiecuję, że przyjdę? J



Klient nasz Pan, ale nie do końca J Czyli o tym, że jednak można tworzyć według własnych upodobań i z tego wyżyć. Na ile to mit upodobań konsumenckich? 
Co oferujemy, jak, gdzie i komu to zaoferujemy?

Klient nasz pan. Chciałby takie samo, jak to to zielone, tylko troszkę bardziej zieleńsze. Zazwyczaj robię zieleńsze, ale zdarza mi się odmawiać. To zależy chyba od stanu portfela i od tego, kim jest klient. 
Dla niektórych robi się wszystko, innych można odpuścić. 
Nie można raczej liczyć na to, że robiąc coś całkiem awangardowego znajdziemy na to tylu chętnych, że wystarczy. 
Trzeba mieć na uwadze trzecią grupę, która jest najliczniejsza. Warto jednak przemycić coś swojego nawet w najprozaiczniejszym zamówieniu. Chyba, że akurat tego dnia mamy to w nosie i chodzi tylko o pieniądze, bo tak też się zdarza J





Olga Zielińska w "Pytanie na śniadanie", TVP2







      Dziękuję serdecznie! 
      Dziękuję