PLAYFUL! - Oblicza gry To muzyka, zabawa, aktorstwo, karty, szachy, czyli rozrywka. Motyw przewodni kwietniowego spotkania z Keit i Olą Hapką w Złodziejewie to spontaniczna opowieść o zadowoleniu, jakie daje świadoma gra. Jakie to uczucie, gdy dajemy się ponieść fantazji, ekspresji. Jak mieszanina odwagi oraz ryzyka aby sięgać po to, czego się chce? Manifest? Zabawa, adrenalina, która zamienia się w akt twórczy? Dla każdego z osobna jest to zupełnie inaczej niezwykłe doświadczenie. Nauczmy się świadomie bawić plastyką i wymiarami komponowanej przez nas foto scenerii.
fot. Keit
INSPIRACJE
Zmierzmy się z czymś skomplikowanym, a nabierzemy pewności i lekkości w łatwiejszych sytuacjach. Zabawa geometrią w kwadracie przez mieszanie rozmaitych wzorów i faktur to dla jednych zajmująca i relaksująca umysł zabawa, dla innych trud polegający na sporym wysiłku i skupieniu. Raz na poszczególnych elementach kompozycji, raz całościowo. Taka analiza, koncentracja na detalach i staranność w rozmieszczeniu planów ma dąży do zbudowania logicznej więzi między dominującą postacią i dominującym tłem. Choć komponowanie takich kadrów daje ciekawe efekty, składanie ich z kilku prostych ujęć to często dość mechaniczna część ustawiania planu i edycji. Playful to jedna z najbardziej dotąd przemyślanych i zaplanowanych prac autorki, ale nie pozbawiona spontaniczności. Miała być martwa, a jednak zaczęła żyć własnym życiem :)
PLAYFUL, fot. Keit
ORBITALIUM
Sesję z Olą rozpoczęliśmy od surowej przestrzeni Silosa. Nawet chmurny dzień narzucił konceptualne podejście do tematu. Postać w czerwieni niby banalnie dominowała na tle chłodnej architektury, ale w takim otoczeniu chyba najtrudniej o aranżację związku logiczno-emocjonalnego między odważną stylizacją a tłem. Kto postawił na prostotę formy lub załamanie grawitacji, temu udało się znaleźć złoty środek. Zobaczmy, ileż w tej prostocie kryje się emocji :)
Seria ujęć wykonanych przez Dorotę opowiada historię lekko w nieco oniryczny, niewymuszony sposób.
Brawo!
fot. Dorota, edit: Keit
fot. Dorota
fot. Dorota
fot. Dorota
Selektywnie, drapieżnie i emocjonalnie. Trafiona zatopiona
fot. Agata Ch.
fot. Agata Ch.
fot. Agata Ch.
JAZZ CLUB
Niedawno podziemna sala przy komnacie księżniczkowej zamieniła się w kawiarnię pełną stylowych kanap, krzeseł i stoliczków. Każdy uczestnik miał za zadanie zaaranżować plan według własnego pomysłu, korzystając z artefaktów z wystroju wnętrza. W klimacie podziemi, Ola w tej stylizacji wydała mi się niczym gwiazda rocka z lat 80tych.
fot. Keit
fot. Jarek, edit: Keit
fot. Agata Ch., edit: Keit
Co widzi Corel - znajdź 10 różnic... :)
Obraz w Corelu jako bitmapa RGB odczytuje dane mniej kontrastowo, jest o kilka punktów rozświetlony i cechuje się inną głębią tonalną. Eksperymenty ze światłem czy teksturami przekładają się dzięki temu bardziej malarsko, łatwiej też o końcową spójność warstw (fill) i obiektów (zamiast warstw w rozumieniu PS).
Poniżej screen z fragmentu postprocessingu, w którym starałam się wydobyć postać z tła za pomocą kontrastu. Jednocześnie użyłam kilku filtrów kolorowych i systemowych (np. fill > color dodge) aby wyekstraktować maximum koloru czerwonego z detali. Dlaczego skóra jest zielona? Pod dalszą obróbkę całości w kierunku ciepłej tonacji pomarańczowej z takiej "androidowej" zieleni najłatwiej mi przejść w CPT bez utraty pigmentacji na czerwonych elementach, które tutaj chciałam zachować. Selektywne wydobycie koloru nie dałoby pożądanego efektu w tym przypadku, a proces koloryzacji trwałby dłużej.
fot. Keit
Poniżej dwa ujęcia z prawie dokładnie tego samego miejsca :)
fot/edit. Keit fot. Jarek
Ciekawy eksperyment polegający na ograniczeniu do jednej stylizacji pozwolił na uruchomienie wyobraźni i bardziej przemyślany dobór scenerii dla naszej muzy. Gwoździem programu zostały karciane pończochy. Odważny i wcale niełatwy atrybut do aranżacji zagrał w kilku zupełnie odmiennych sceneriach, niejako zmuszając nas do poszukiwania odważnych kadrów i geometrycznych rozwiązań, miejsc o zróżnicowanej specyfice od najbardziej pasującego, przez absurdalny i surowy. A do karcianych pończoch co my tu mamy?. Nieśmiertelna czerwona sukienka. Ćwiczenie miało umożliwić zaprojektowanie odważnego kadru i potraktowanie postaci oraz jej otoczenia jak obcych sobie brył, którym wyobraźnia dopiero nada wzajemny stosunek, sens, przeznaczenie. Tworząc obrazy na bazie fotografii można w nieograniczony sposób wertować tła pasujące do postaci, czy postacie do tła, mając na uwadze perspektywę i światło. Decydując się na surową fotografię,
Chętne osoby mogły dodatkowo skusić się na własną stylizację.
fot. Dorota
fot. Dorota
fot. Keit
TRAKTORZYSTKA
Najbardziej absurdalne miejsce, jakie znaleźliśmy dla naszej muzy to poczciwy Ursus. Ola chciała tapir, a ja traktor. Wspólnymi siłami osiągnęłyśmy szczyt kiczu, a co ciekawe - nikt nas od tego pomysłu nie odwiódł. Challenge accepted :) W karminowej sukni i z tapirem rozwianym na wietrze wyglądała dość groteskowo na kole od traktora. Czy wybrnęliśmy? Nie wiem, ale nie poszliśmy tam po "zdjęcie dnia". Zresetowaliśmy umysły, no i mam różowy traktor ;)
fot. Keit
AUTOPORTRET
Za każdym razem fascynuje mnie lęk przed autoportretem i keitopolisowymi rekwizytami. Najpierw myślimy o tym, czy się w ogóle sprawdzimy i czy wyjdzie nam cokolwiek, zamiast podejść do tematu na luzie. To podejście obnaża nasze twórcze lęki i słabości, a wystarczy odważyć się dobrze bawić i zaryzykować zrobienie z siebie głupka! Odrzucając ten lęk nie tylko się odstresujemy, ale prędzej coś ciekawego wyjdzie z naszej zabawy. Tak samo jest z każdą czynnością jakiej się podejmiemy, fotografowaniem, pozowaniem, stylizacją, czy obróbką - odrobina szaleństwa na pewno zdziałać może cuda.
Poniżej kilka ciekawych auto rozwiązań złodziejewiczów :)
Brawa dla Piotra za druidowego czeladnika, piękne ustawienie planów i rozmycia oraz za podjęcie ryzyka i wykorzystanie magicznej różdżki.
fot. Piotrek
fot. Agata
fot: Agata Ch., edit: Keit
fot. Jarek
BACKSTAGE
fot. Keit
fot. Jarek
Marek i jego tajemniczy stelaż, fot. Keit
Dorota, fot. Keit
Jarek, Arek, Agata i Agata :) , fot. Keit
fot. Piotrek
Modna w tym roku pacha :), fot. Jarek
fot. Agata Ch.
fot. Marek M.
Keit, fot. Piotrek
fot. Piotrek
Piotrek, fot. Jarek
Ewa, fot. Jarek
fot. Jarek
fot. Marek M.
fot. Marek M.
fot. Jarek
Serdecznie dziękuję za udział w zajęciach i świetną zabawę. Zachęcamy do nadsyłania waszych foto interpretacji :)
KAREZOIDA z wizytą na planecie Kareza, czyli Michał Karcz w ogniu pytań
Człowiek jak szalona pięciolinia, plejada emocjonalnych gam pędzących po strunach duszy, naszpikowana wszystkimi odczuwalnymi barwami fantazji.
Zaklinacz jakości,
Książe ciemności,
Władca snów nie z tej ziemi.
Jeden z najlepszych polskich freelancerów i pionierów fotomanipulacji, mistrz Photoshopa i honorowy członek SJSW Michał Karcz „Karez” opowiada o twórczości artystycznej, inspiracjach i jakości wizualnej.
Motto?
Rzeczywistość jest nudna
MONUMENTS OF DECEIT, fot. Michał Karcz
Fot. Michał Karcz
Od lat tworzysz unikatowy wszechświat i dzielisz się nim, hipnotyzując odbiorców jak Ziemia długa i szeroka. Najbardziej satysfakcjonujące osiągnięcie?
Dziękuję. To potrzeba wychodząca z głębi. Czasami nawet nieokreślony przymus. Trudno wskazać jedno najważniejsze osiągnięcie. Co najmniej dwa są równoważne.
Myślę, że spełnienie marzeń o pracy z ulubionym muzykiem, kreatorem dźwiękowych przestrzeni – Steve Roachem, który jest dla mnie inspiracją od lat.
Drugim, bardzo ważnym i uskrzydlającym była praca nad plakatem do filmu „The Road” z Viggo Mortensenem i Charlize Theron, na podstawie nagrodzonej pulitzerem powieści Cormaca McCarthy’ego.
Fot. Michał Karcz
LANDMASS, fot. Michał Karcz
Freelance - anielskie plusy i diabelne minusy?
Oczywistym plusem jest niezależność. Kontrola nad przebiegiem własnej kariery, czasem i doborem klientów. Praca w ulubionym fotelu, na własnym biurku, własnym sprzęcie w otoczeniu ulubionych dźwięków.
Minusem – to jak każdy podobnie pracujący się zgodzi, jest nieregularność wpływów :), czas przestojów i u mnie dodatkowo brak systematyczności ram godzinowych pracy co wpływa na rozstrój rytmu dobowego.
THREE THOUGHTS, fot. Michał Karcz
Przez pryzmat Twojego zamiłowania do chłodnego perfekcjonizmu spodziewałam się introwertyka o stalowym spojrzeniu, tymczasem jesteś bardzo komunikatywnym i ciepłym człowiekiem :)
To pancerz, sposób na harmonię i ostudzenie emocji, namiętności?
Ohh dziękuję ;) Myślę, ze masz rację. To zachowanie chyba wypracowałem na portalach poświęconych fotografii. Przebywanie w takim miejscu wiąże się z dużym stresem ze względu na dosyć specyficzną mentalność userów ha ha. Co ciekawe, spotykam ja tylko na Polskich portalach. Odbiór to też kwestia tego, że najczęściej pierwszym kontaktem jest ten w świecie wirtualnym, a jak wiemy jest on sam w sobie dosyć chłodny, niemiarodajny i sztuczny.
POD, fot. Michał Karcz
Rozmawialiśmy o tym, że duszy ciasno w człowieczeństwie. Znasz skuteczne antidotum?
Myślę, że nigdy do końca nie uda się z tym pogodzić. Ograniczeniem jest nasza ludzka cielesność i skazanie na egzystencję na Błękitnej Planecie. To trochę tak, jakbyśmy mogli wyjść zaledwie przed dom, na podwórko. Antidotum na tą ciasnotę nazwałbym raczej chwilowym środkiem uśmierzającym. Jest nim ucieczka do świata wyobraźni.
Takie balansowanie miedzy rzeczywistością, a fantazją. Czasami niezwykle ekscytujące i przyjemne. Kreując moje obrazy, podczas pracy nad nimi – jestem tam.
Stoję na jakimś nieznanym klifie, czuję wiatr na twarzy, słońce. To jest to i jest mi niezwykle miło, kiedy dostaję maile od ludzi, gdzie piszą o podobnych odczuciach podczas oglądania moich prac.
To mnie uskrzydla, bo pokazuję, że wszystko działa jak należy.
DEEPER WITHIN A CORE, fot. Michał Karcz
Spełniłeś kilka swoich marzeń - współpracowałeś z artystami, których cenisz; masz na koncie imponujący dorobek twórczy i komercyjny, wielu fanów na całym świecie. Czy artyści są uczciwymi kontrahentami? Co obecnie stanowi dla Ciebie osobiste i/lub zawodowe wyzwanie?
Fot. Michał Karcz
Jest różnica miedzy współpracą z artystami z Polski i z zagranicy. Ci drudzy mają inne podejście do mojej pracy.
Polega ono na partnerstwie.
Wspólnie z muzykiem pracujemy na sukces wydawnictwa i łącząc nasze siły docieramy do odbiorcy, wykorzystując nasze możliwości wpływania na zmysły.
W takiej konfiguracji jestem współtwórcą konkretnego dzieła – nie wyrobnikiem, któremu jak w przypadku krajowych realiów – „niestety” trzeba jeszcze zapłacić. Większość zleceń, które realizuję pochodzą z zagranicy. Klienci są poważniejsi, mają elastyczne podejście do tematu.
Kolejna sprawa, która nie jest bez znaczenia to kwestia wynagrodzenia. Są znacznie uczciwsi i terminowi w materii płatności za pracę. W Polsce nie docenia się udziału grafika w ewentualnym sukcesie wydawnictwa. Mało kogo obchodzi, że jego rola jest duża, kiedy klient pierwszy raz styka się z produktem.
Fot. Michał Karcz
Często dzięki jego dobrze wykonanej pracy pierwsze zetkniecie z płytą lub ksiązką jest kluczowe i decyduje o tym, że nabywca podejdzie właśnie do niej.
Patrząc na poziom jaki prezentują okładki płyt lub widoczne na ulicach plakaty do polskich filmów widać, że podejście producentów do wizualnej strony jest co najmniej....luźne.
W obecnej chwili w dalszym ciągu mam dosyć dużo miejsca w kalendarzu i kreatywności, aby podejmować się nowych wyzwań, które z resztą są dla mnie jak świeże powietrze.
Każda nowa przygoda podczas projektowania, tworzenia decyduje o kompletności tej części mojej egzystencji. Sprawdzając codziennie maila, może tam na mnie czekać zapytanie o współpracę od kogoś, z kim zawsze marzyłem pracować. Nowa płyta, plakat.
To oczekiwanie jest nawet ekscytujące. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny dzień.
Wiem, że mogę więcej i cały czas lepiej. Postawiłem sobie poprzeczkę wysoko i mam zamiar się tego trzymać, choć czasem trzeba się mocno wysilić, aby utrzymywać dobry poziom zadowolenia z własnej pracy.
Jestem dosyć krytyczny dla siebie i tego co robię, ale zawsze zyskuje na tym klient i finalne dzieło, z którego jestem zadowolony tylko wtedy, kiedy trzymam w ręku gotowy produkt i jest dokładnie taki jak wtedy, kiedy jego obraz miałem w głowie po raz pierwszy.
ABOVE ALL vol.2, fot. Michał Karcz
ASK THE MOUNTAINS, fot. Michał Karcz
Bardzo chciałbym poznać nowe techniki, bo jednak ta, którą się posługuję ma swoje ograniczenia jako środek wyrazu. Chciałbym móc przenosić do świata realnego kadry z moich snów, ale niestety, w co najmniej połowie przypadków, nie jestem w stanie tego zrealizować właśnie z powodu ograniczeń technicznych.
Poznanie nowoczesnych programów do kreowania rzeczywistości 3D, rysunku za pomocą tabletu i innych obecnych na rynku narzędzi, otworzyłoby mi furtkę do nieograniczonych możliwości. Niestety, potrzeba na to wszystko czasu. Doba jest zbyt krótka, organizm potrzebuje odpoczynku. Kreatywność napędza mnie do tego stopnia, ze ciężko byłoby mi znaleźć okienko na dodatkową naukę i ubolewam z tego powodu. Zobaczymy, co czas pokaże.
Dochodzi do wszystkiego jeszcze kwestia mojej samorealizacji na innych płaszczyznach, takich jak ruchomy obraz – film i muzyka, a codziennie jest na to tylko 24 godziny.
Mam nadzieje, że zdrowie i dobre geny pozwolą mi jednak na realizację tego wszystkiego podczas mojego cyklu życiowego :)
Często podkreślasz nierozłączną rolę muzyki w swojej twórczości i konieczność rozwijania swoich osobistych poszukiwań. Wspominałeś o wydaniu własnego albumu muzycznego. Jaka będzie Karezowa muzyka?
Muzyka jest nierozłącznym towarzyszem w mojej codzienności. Ilustracją dla toczącego się życia, chwil, radości i smutków. Często podczas fotografowania w plenerze pozwala mi zintensyfikować odczuwanie i postrzeganie krajobrazu, konkretnego ujęcia, bycia tu i teraz, chwili. Od dłuższego czasu chciałem stworzyć własną muzykę. Coś, co będzie zupełnie indywidualnym spojrzeniem na takie właśnie momenty. Moją od początku do końca ilustracją do konkretnej scenerii, podróżą dźwiękową.
W obecnej chwili moje przygotowania dobiegły końca. Zebrałem odpowiednie materiały, dźwięki, udało mi się namówić do współpracy muzyków, więc potrzebuję tylko czasu i iskry, zapłonu, żeby wszystko wystartowało. Projekt ma być dźwiękową pocztówką, zapisem podróży po świecie, który się skończył. Po jałowych krainach, pozostałością po współczesnej cywilizacji. Temat, który od dawna mnie fascynuje i nawiedza w snach.
STOP THIS NONSENSE, fot. Michał Karcz
" The world is watching, nobody cares.....terrorists? or desperate people which have nothing except their land.....rocks against modern war machines and army.......chosen ones, or occupant....innocent victims........politics....business......deceived history.....where is the truth?......who's right?......are the children, women terrorists or just victims of hate?...what would you do when somebody comes to you and claim your land as one's own? read people, read history books but not false and inconvenient. Ask yourself when terrorism starts and why?
I'm no one to judge, just try to be honest."
Twoje niezwykłe fotomanipulacje wymagają odbiorcy świadomego, wrażliwego, dają pole wyobraźni i interpretacji, a jednak trafiają równie mocno do wszystkich serc, mniej lub bardziej wrażliwych.
Jesteś uniwersalny?
Miło wiedzieć, że tak właśnie jest. Z jednej strony, robię te prace aby uwalniać kreatywność, która mnie rozpiera, robię to niejako dla siebie. Z drugiej strony, miło jest mi się dzielić moim sposobem spojrzenia na świat z innymi. To takie dwa najważniejsze powody tego, co robię. Tak było od dawna. Malując, kilkanaście lat temu miałem podobne potrzeby, jednak robiłem to w bardziej zamkniętym środowisku i nie spotykało się to ze zrozumieniem.
Czy jestem uniwersalny? Na tyle, na ile właśnie moja praca może się podobać, zostanie zrozumiana i zaakceptowana. Nie kieruję jej do specyficznego grona. Udostępniam ją wszystkim.
ULTIMA THULE, fot. Michał Karcz
Działasz solo, czy jesteś otwarty na współpracę? Marzysz o nawiązaniu współpracy z jakimś konkretnym twórcą?
Działam sam. Lubię mieć pełną kontrolę nad moim tworem od początku do końca, jeśli jednak ktoś zaproponowałby mi wspólne przedsięwzięcie mające na celu połączenie technik, na przykład fotomontażu z grafiką 3D, to chętnie bym spróbował, bo sam nie mam czasu na nauczenie się obsługi software’u tego rodzaju, a w części pomysłów sam fotomontaż i fotografia nie wystarczy, dlatego tez część pomysłów pozostaje nie zrealizowana. Raczej czekam na jakąś propozycję, niż szukam okazji do takiej współpracy.
TALES FROM THE WASTELAND, fot. Michał Karcz
Doczekałeś się kopistów, kradzieży wielu prac, pomysłów. Wśród użytkowników pl foto funkcjonuje nawet określenie „karezowe”, jesteś w Wikipedii ;) Długo można przytaczać ciekawe przykłady Twojej obecności w Internecie. Masz przesłanie dla fanatyków?
Temat rzeka :) Specyfika prezentacji prac w Internecie przewiduje niestety tego typu zdarzenia. Na szczęście stali bywalcy moich galerii są dosyć czujni i dostaję od nich sygnały o przywłaszczeniu sobie moich prac przez innych.
Zdarzało się, ze zostawały wykorzystywane w celach komercyjnych. W jednym z przypadków, sprawa otarła się nawet o działania prawnika. Z problemem kopiowania prac i pomysłów stykam się często i w jakiś sposób staram się interweniować. Jest to trochę nieprzyjemne, bo niestety nie spotyka się ze zrozumieniem większości, a raczej agresją i przypinaniem mi przeróżnych, niezbyt przyjemnych statusów.
Ludzie, którzy krytykują moje zachowanie, kiedy widzę kalkę swoich prac, nie są w stanie postawić się w mojej sytuacji. Sami uprawiają fotografię przyrodniczą lub portret, gdzie kategorie naśladownictwa i podobieństw się rozmywają. Trudno posądzić kogoś o kopiowanie kiedy fotografuje popularne i atrakcyjne krajobrazowo miejsce.
Tak, jak robią to setki innych ludzi. Moja praca jest bardziej złożona. Od pomysłu, tematu, elementów kompozycji, kadrowania, rozwiązań technicznych i odpowiedniej kolorystyki. Efekt końcowy jest wynikiem kreacji, która rodzi się w głowie i nie występuje w rzeczywistości, więc jeśli widzę identyczną pracę na portalu, gdzie wystawiam swoje, jest to co najmniej...ciekawy zbieg okoliczności :)
Wiele razy, widząc powtarzający się problem, zachęcałem naśladowców do poszukania własnego stylu, co na pewno pozwoliłoby im na szersze spektrum własnej interpretacji rzeczywistości i uniknięcia porównań przez świadomych obserwatorów.
Na swoją obecną pozycję pracowałem 7 lat. Rzucając malarstwo, a łącząc ówczesną fascynację fotografią, z wypracowanym postrzeganiem światamogłem wykorzystać możliwości dawane przez nowoczesną technikę. Na początku wciąż była to częściowo fotografia analogowa konwertowana do postaci cyfrowej, bo posługiwałem się aparatem średnioformatowym. Jednak tak samo jak malarstwo, było to zbyt czasochłonne i zdecydowanie ograniczało moje możliwości artystycznej wypowiedzi.
Z nastaniem ery cyfrowej sytuacja zmieniła się diametralnie. Szybkie nośniki, łatwa edycja ograniczona tylko wyobraźnią to było coś, czego od dawna mi brakowało. Pracę nad połączeniem obu technik, oswojeniem się z nowymi narzędziami rozpocząłem pod koniec 2003 roku.
Od tamtego czasu przeszedłem długą drogę w materii udoskonalania warsztatu, choć pewne zasady pozostały niezmienne. Pamiętam, jak wprowadzając wczesne prace na popularne portale związane z fotografią, użytkownikom uprawiającym “czystą” fotografię ciężko było zaakceptować to, co im proponowałem. Z czasem, jednak ku mojej radości, zacząłem być rozumiany i konsekwentnie torowałem drogę dla nowych wizji, mając za pomoc przykłady ze świata fotografii, kojarzone z dużymi nazwiskami, a charakteryzujące się dalej posuniętym sposobem edycji cyfrowej od moich. Wciąż jednak pomimo, że moje prace powstają z fotografii, spotykam się z krzywdzącym określeniem ich jako grafik. Jasno określone ramy i definicje nie pomagają wszystkim w zrozumieniu tego typu twórczości.
CONTAGION, fot. Michał Karcz
Jesteś znany z krytycznego spojrzenia, jak wyobrażasz sobie wirtualną przestrzeń przyjazną profesjonalistom? Jak określiłbyś kondycję współczesnego rynku sztuk wizualnych?
Tak? Naprawdę jestem aż tak krytyczny? Uważam po prostu, ze jeśli ktoś wystawia swoją pracę na portalu tematycznym, powinien być świadomy i chyba nawet liczyć na krytykę, aby móc cały czas udoskonalać technikę, spojrzenie na swoją pracę.
Inaczej ma się mentalność społeczności do tego. Na takich portalach ludzie często wyładowują agresję i frustrację poprzez krytykanctwo i chamstwo, a to nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem i chęcią pomocy. Uważam, że krytyka jest potrzebna, a jej przyjmowanie świadczy o klasie twórcy. Jeśli widzę jakieś błędy, lub uważam, że cos można było zrobić lepiej – zawsze zwrócę uwagę i nigdy nie wiąże się to ze złośliwością, a jedynie chęcią pomocy. Niestety, przez wielu takie galerie są odbierane prawie jak portale społecznościowe.
Zawiązują się kółka wzajemnej adoracji, a miejsce mające na celu szerzenie sztuki zamienia się w świątynie leczenia kompleksów i niewiedzy. Stąd agresja w kierunku krytyki.
Kondycja rynku sztuk wizualnych ma wiele poziomów odbiorcy jak i sposobów artystycznej wypowiedzi. Myślę, że tak jak było zapotrzebowanie na tego typu sztukę zawsze, nie ulegnie to zmianie. W końcu ma cieszyć oko widza, a to zawsze jest ciekawe i podatne na nowości. Zmieniają się standardy, technologie, nośniki, a mimo wszystko za równo twórcy jak i odbiorcy, klienci uzupełniają się wzajemnie.
Nie wydaje mi się, żeby mogło coś się radykalnie zmienić w tej dziedzinie, choć w epoce digitalizacji i spadku zapotrzebowania na jakość, pewne wykresy mogą dawać do myślenia. Spadek sprzedaży nośników muzyki – fizycznych automatycznie odbija się na zapotrzebowaniu na pełnowartościowe opakowania, a co za tym idzie dopracowaną i pełnowymiarową stronę graficzną. Czas pokaże w jakim kierunku się to rozwinie.
EXIT, fot. Michał Karcz
Jak opisałbyś wysoką jakość wizualną, od czego według Ciebie zależy?
Jest wiele czynników i kwestia jak zinterpretujemy pojęcie jakości wizualnej. Wydaje mi się, że takowa ma duży związek z gustem odbiorcy. Widz nie zachwycony tematem pracy, nie musi w niej dostrzec także jakości wizualnej. Wiem to z własnego doświadczenia. Ja odbierałbym ją dzięki widocznemu wysokiej klasy warsztatowi, dokładności, wyczuciu przestrzeni i kolorów. Spójności elementów kompozycji, no i jakiejś kropce nad „i”, która nie jest zauważalna dla wszystkich, lub w pierwszym zetknięciu z dziełem. Czegoś co potrafi emocjonalnie na nas wpłynąć, przyciągnąć do siebie, uwieść.
Wielu artystów ucieka z Internetu. Co można zrobić, aby wartościowe osobowości zechciały powrócić na łono wirtualnej rzeczywistości?
Szczerze powiem, że nie zaobserwowałem tego problemu. Każdy artysta, który liczy na współistnienie z odbiorcami może znajdować w Internecie doskonałe medium do kontaktu z widzem, klientem. Myślę, że w obecnych czasach istnienie w świecie realnym i wirtualnym ma równoważne znaczenie.
Jeśli jednak ktoś ucieka to znaczy, że może być zmęczony swoistym klimatem miejsc, w których się mówi lub prezentuje sztukę, może to być nie wystarczający lub ograniczony sposób na ich własne wyrażanie się, brak odporności na bezosobową i często złośliwą krytykę.
Faktem jest, że ekran monitora ogranicza odbiór zarówno w sferze jakości, która zostaje przystosowana do warunków prezentacji wirtualnej, jak i osobistego kontaktu z dziełem.
Z doświadczenia wiem, jak inne potrafią być prace, które mogę zobaczyć w wielkim formacie zaraz po naświetlaniu na papier fotograficzny, a ich wirtualne miniatury.
Ciężko powiedzieć, co mogłoby zachęcać artystów do pozostawania w Internecie.
Póki co, balans miedzy nowymi, a odchodzącymi do reala twórcami jest wyrównana, więc odbiorcy chyba nie zauważają problemu. Jak wspomniałem, wszystko to kwestia zalet i wad bycia w sieci.
YEARS, Fot. Michał Karcz
Czy Polacy potrzebują społecznej kampanii odnowy świadomości artystycznej? Czy Program Promocji Jakości w Sztukach Wizualnych ma szansę korzystnie wpłynąć na świadomość i jakość otoczenia?
Skomplikowane pytanie. Wszystko zależy od wielu czynników. Trudno mi szczerze powiedzieć ,jaka jest kondycja świadomości artystycznej w Polsce, na ile ludzie mają nawet czas i ochotę nad tym się zastanawiać. Moja wiedza na ten temat może się opierać jedynie na tym, co obserwuję na portalach poświęconych sztuce, a także przejawach zainteresowania nią lub ogólną obserwacją wizualnej strony życia.
Brak swobody, mentalność, zaaferowanie większymi problemami, wypiera raczej tego typu myślenie i postrzeganie sztuki. Jeśli program będzie miał odpowiednich przedstawicieli, orędowników tego ruchu z odpowiednim autorytetem, to można spodziewać się powodzenia. Bez narzucania własnego poglądu, a raczej z propozycją jakichś zmian, wręcz poradą, mogłoby to mieć wpływ na podniesienie jakości.
Organizacja warsztatów, sympozjów, prezentacji, spotkanie z artystami i ich sztuką, możliwość dowiedzenia się, jak dane dzieło powstaje, krok po kroku – to kilka przykładów, które mogłyby odpowiednio wpływać, ukierunkowywać, inspirować i wydobywać ukryty potencjał z młodych lub niezdecydowanych artystów.
Odpowiednia świadomość artystyczna, zaangażowanie i poparcie mogłoby wpłynąć na każdy element naszego otoczenia, pozytywnie go zmienić.
Pytaniem kluczowym jest to czy jest zapotrzebowanie na takie zmiany?
Czy w świetle innych zapotrzebowań ludzie zrozumieją, po co się to robi.
Jak wspomniałem, to kwestia mentalności i ogólnej kondycji społeczeństwa, jego świadomości. W Polsce na pewno jest to potrzebne, ale może być trudne w realizacji.
Dziękuję Ci serdecznie Michale za inspirującą rozmowę, oraz życzę wielu pięknych snów i nowych pomysłów.